Uncategorized

Dziecko. 29

Dziecko. 29
Gdy konczyl sie luty dostalam telefon z kancelarii, ze wszyscy trzej wielcy zamawiajacy zlozyli zamówienia na w takiej samej ilosci dodruki. Czyli od nich samych 16 tys po 9,5 kosztów to 152 tys. Dam rade bez problemu. Dzwonie do Roberta.
– Moge przyjechac sie spotkac z Panem ?
– A z wielka przyjemnoscia…
Moglam to zalatwic przez telefon, ale chce, a nawet… pragne spotkac sie z nim… ciagnie moja dusza do niego, a moze tylko jego tajemniczosc ?
– Na 16 u Pana w lokalu ?
– Bedzie dobrze.

Siedzial w rogu, gdyby kelner nie kiwnal, bylby nie do zauwazenia… ale gdy mnie zobaczyl, a ubralam sie zajebiscie, sukienka przed kolano, ponczochy, perly, no i od fryzjera jestem… i obcas odpowiedni… wstal od razu…
– Pieknie Pani wyglada, macierzynstwo widac sluzy…
– Moja córeczka jest przesliczna i bardzo grzeczna…
– Pewnie po mamusi…
– Oj, nie… nie zna mnie Pan…
– To po ojcu…
Jejku, jak zrobilo mi sie smutno… zauwazyl od razu…
– Przepraszam, cos nie tak… ?
– Nie, to nie… jest.. tak… zostawmy to…
– Jeszcze raz przepraszam…
– Nie musi Pan, kazdy ma jakies problemy… prawda ?
Wciagnal powietrze… pomyslal…
– Ma Pani racje… zatem, o co chodzi ?

– Panie Robercie zlozono zamówienia na dodruk, czy ja mam to zalatwic z drukarnia, czy moze Pan zadzwoni ?
– Zadzwonie, to mój przyjaciel, maja wszystko w komputerze wiec puszcza i po sprawie, jest termin ?
– Wlasciwie to nie, ale czas to zawsze pieniadz…
– Ok, poprosze o na wczoraj, a jak tak finanse ?
– Juz dysponuje taka kwota, przeleje do kancelarii, nich tylko poleca faktury.
– Ile zamówic… ?
– Potrzebuje 16 tys sztuk i dla mnie moze z 3 tys, i tak sie sprzedadza, ida jak swieze bulki, ale po duzo wiekszej cenie…
– Uczy sie Pani szybko…
– Bralam lekcje u najlepszych, miedzy innymi u Pana…
– Bez przesady…

Usmiechnal sie…
– Znowu sie Pan usmiechnal… juz d**gi raz… i niech Pan nie zaprzecza… widzialam…
Rozbroilam go, bo zasmial sie teraz na glos…
– Jest Pani niemozliwa…
– Czesto to slysze…
I teraz ja sie rozesmialam… puscilo u niego i u mnie… od razu lepiej…
– Nie jest tak milej… ?
– Ale co ?
– Za kazdym razem jest Pan bardzo smutny, a przeciez zycie czasami ma fajne chwile, które warto zapamietac…
– Przepraszam, ale ja tych zlych mialem bardzo duzo… ale ma Pani racje… przy Pani jest inaczej… mówilem, los cos od nas razem chce… moze to, abysmy wniesli w zycie troche promieni radosci…
– I udaje mu sie, czuje sie w panskim towarzystwie zupelnie inaczej, niz z innymi…
– Ja mam to samo… bardzo dziwne i … niestety przykre…
– Dlaczego ?
– Jest Pani mezatka, matka i oprócz interesów nic nas nie moze laczyc…
– Nawet przyjazn ?
– Obawiam sie, ze nie, bo to zawsze konczy sie tak samo…
– Teraz ja jestem zasmucona…
– Widzi Pani, naprawde zycie jest duzo czesciej nieprzyjemne i duzo daje nam przykrosci, statystyczne jestesmy zawsze pod kreska… co jest wbrew logice… ale ja juz sie przyzwyczailem zyc samemu, ukrywam sie przed losem w samotnosci i w swój sposób pokonuje go…
– Doprawdy, a jak ?
– Oddalem sie sportowi, konkretnie triathlonowi, jest to cos, co zalezy tylko ode mnie, od mojego poswiecenia, mojej wytrzymalosci i mojego bólu przy pokonywaniu barier, rzecz niezalezna od zadnego losu, tylko ode mnie.
– To jest piekne… a zaluje Pan czegos w zyciu… ?

Myslal, spojrzal mi sie gleboko w oczy… zaczerpnal powietrze…
– Zaluje wszystkiego co sie zdarzylo.
– To bardzo smutne… i nic nie bylo dobre ?
– Jedynie moje dzieci, to jest najwiekszy skarb, którego nie zaluje…
– A ile ich jest ?
– Mam dwóch synów i córke, Julie…
– I jest Pan po rozwodzie ? Sam ?
– Tak, mieszkamy sami, ale jest nam dobrze…

Ucial, odwrócil glowe, zrozumialam, ze nie chce dalej tego ciagnac…
– Tez wróce na silownie jak przestane karmic… spotkamy sie tam czasami ?
– Nie… mam silownie w domu, szybciej na basenie…
– A duzo Pan cwiczy ?
– Codzienne, to jest mój sposób na wrednosc losu i jego przewrotnosc, tyle razy mnie zawiódl, tyle razy nasmiewal sie ze mnie, ze mam go dosc, a w sporcie moge tylko sam sie oszukac… nie wiem, moze Pani tego nie zrozumiec…
– Chetnie posluchalabym Pana i Panskich opowiesci… sa ciekawe…

Jego chwila zadumy dala mi mala nadzieje…
– Pani Karolino, zostawmy przeszlosc w przeszlosci… tam jest jej miejsce… miara wielkosci czlowieka, jest jego zdolnosc do zmian… i tylko przyszlosc sie liczy… i byc moze dni, których jeszcze nie znamy…
– Grechuta Pan pojechal….
– A tak mnie wzielo, to przez Pania… dziwnie sie czuje w Pani towarzystwie… dlatego próbuje to rozgryzc…
– I jak idzie ?
– Nie idzie, czekam… samo sie wyjasni… i na pewno w bardzo pokrecony sposób… przypuszczam, ze nawet w bolesny…
– Teraz jestem raczej przerazona niz ciekawa, jak do tej pory…
– Pani Karolino, przepraszam za nihilizm, ale za duzo juz widzialem… i za duzo dzis powiedzialem…
– Zatem… pozegnamy sie…
Wstal i podal mi reke… i … o kilka sekund przytrzymal ja za dlugo… znowu zaczal odlatywac… jego oczy to zdradzaly… Wiele, bym dala, aby wiedziec, o czym on wtedy mysli…

Wyszlam, z tym facetem moglabym pójsc… ale nie na seks, tylko na kolacje i na spacer… Jest z innego swiata… zbyt odleglego…
Tak… nie moge podazyc ta droga… bo przeciez to… bylaby zdrada mojego meza… taka prawdziwa… Ma racje facet, to zawsze konczy sie zle…

Pieniadze poszly, Pawel z kancelarii obiecal dopiac wszystko na ostatni guzik.
– Jestes wsród fachowców… przypomnial mi.
Interesy sa dobre, daja adrenaline, czysta przyjemnosc, ale najwieksza jest czysty, czasami zwierzecy seks. Mocny, szybki, intensywny, brutalny, nawet wariacki, jak z Anka… trzeba cos skombinowac, oddac sie we wladanie zadzy…

Zadzwonilam do mlodego, sasiada.
– Posluchaj, kiedy bedziesz brac swoja matke ?
– A co ?
– Chcialabym posluchac…
– To znaczy ?
– Podejde do drzwi, a ty ja wezmiesz z d**giej strony, a ja poslucham…
– Dobre, wezmie mnie, jak bede wiedzial, ze Pani tam stoi.
– To do dziela… i pamietaj, badz glosny.

Sms przyszedl popoludniu, jutro rano, przed 9.
Ach, juz mi dobrze, ale nie dotykam jej, tylko coraz czesciej wkladam korek, uswiadamia mi kim jestem. A traktuje go jak przyjaciela.
W nocy rzucalam sie po lózku, dobrze, ze spimy osobno, bo, jak to on powiedzial, nie bedzie mi przeszkadzac przy karmieniu. Rano ledwo zdazylam, ale bylam przed drzwiami o czasie.
Slyszalam jak rozmawiaja, jak ona zaczyna sie ubierac…
– Mam na ciebie ochote mamusiu i to wielka ?
– Dzisiaj synku nie moge, autobus ucieknie, jest juz pózno… dalam ci wczoraj…
– Jak nie chcesz, to szukaj sobie innego..
– Dobrze, ale dasz rade szybko ?
– Zobaczymy.

– Sciagnij plaszcz i rozepnij bluzke, chce dotknac twoje cyce.
– Ale…
– Powiedzialem… gacie na dól, zostaw w kolanach…
– Bedziesz mnie brac w tylek ? wez krem prosze…
– Naslinie i musisz wytrzymac… dobre kurwy wytrzymuja… znam takie…
– Tak… ? To wkladaj, tez jestem kurwa, dam rade….
– Zobaczymy…
– Naslin jeszcze prosze… boli…
– Wypnij sie, jak to powiedzialas, kurwo.. i pracuj… na swoja opinie…

Stalam jak zahipnotyzowana, dobrze, ze ich wejscie bylo mocno zasloniete od ulicy… wlozylam reke pod rajstopy, przesunelam majteczki i juz bylam w srodku.
Nagle cos uderzylo w drzwi…
– Lubie mocno brac w dupe, tez tak lubisz ?
– Tak, bierz mnie mocno…
Jego walenie czulam na drzwiach, trzeszczaly w rytm… Wyobrazilam sobie jej piersi rozplaszczone za kilkoma centymetrami drewna…
Przytulilam sie do nich z mojej strony… prawie czulam jej oddech…
– Boli ?
– Juz nie, mozesz walic do oporu, wypiac sie bardziej ?
– Tak, wypnij i pracuj…. kurwy tak robia…
– A ile znasz dziwek ?
– Jedna znam, ale to nie jest dziwka, tylko prawdziwa kurwa. Nie dorastasz jej do piet… to jest dama z klasa ?
– I ty ja pierdoliles ?
– Jasne, daje mi kiedy chce, dzwonie i przyjezdza, aby mi wylizac kutasa, a sperme to polyka w calosci, nigdy nic jej nie wycieklo… nie to co ty… moglabys sie u niej uczyc…
– Tak, bede sie uczyc, poznasz mnie z nia ?
– Ona nawet nie spojrzalaby na ciebie, mówilem, ze to DAMA.
– Zalatw mi spotkanie, bede jeszcze lepsza…
– Chcesz sie czegos nauczyc ?
– Tak.
– To wyliz mi tylek, calego rowa, a potem spuszcze sie ci do buzi i nic nie wyleci… rozumiesz… ?
– Ona ci tak robi ?
– Za kazdym razem…
– To ja tez to zrobie… odwróc sie i wypnij…
– Dajesz…

Ten mlody jest bezczelny do granic, ale mi to wystarczy, orgazm idzie i dostane go przed drzwiami tego zboka, gdy jego matka lize mu tylek. On pewnie jedzie pode mnie w tej chwili… smarkacz…
– Mocniej. wcisnij jezyk…
Kurcze, mój juz doszedl… ale czad… jestem coraz bardziej zboczona…
– Otwórz szeroko… i pamietaj… o… o… a teraz wyliz… z jajkami…. cale…. tylek tez mozesz… kurwa… jak dobrze….
Ja mu dam, jechac po fantazji…

Nacisnelam dzwonek….cha, cha… ale nerwówka… a niech sie produkuja….
Ona mi otworzyla…
– O, Pani sasiadka, do Krzyska ?
– Tak, interesy…
Jej oczy tak sie swiecily… jej usmiech byl tak rozbrajajacy… resztki spermy w kacikach ust… byly piekne… ubrala sie…
– Ja do pracy lece, do widzenia…
– Wytrze Pani sobie usta… do widzenia…
Wiem, jestem chamska, ale to jej wina, ze daje dupy synowi, niech sie wstydzi…
Schylila glowe i pobiegla…

– Jestes ?
– Tak i jak bylo ?
– Podejdz…
Dostal w liscia…
– Wiesz za co… !
– Przepraszam…
– To co bylo miedzy nami nie liczy sie, robisz co chcesz… ale klamstw nienawidze… szczególnie na mój temat…
– To sie wiecej nie powtórzy…
Podciagnelam sukienke, zsunelam majtki z rajstopami…
– Wylizesz mi za kare… zboczku…
Objal mój tyleczek rekoma, a jezyk to schowal sie od razu w srodku…
– Widze, ze trenowales…
– To dla Pani…
Dostal znowu w pysk…
– Mówilam, zadnych klamstw…
– Przepraszam… na matce sie nauczylem… ale myslalem zawsze o Pani…
– Nie gadaj, rób… swoje…
Wcisnelam jego glowe w krocze, rozluznilam sie, zamknelam oczy… i zaczelam odplywac… lece w swiat rozkoszy… po d**gi…. doszedl… elegancko….to jest dobre….

Odepchnelam go, ubralam… i wyszlam…
– Na razie, ucz sie dalej…
Jestem coraz bardziej bezczelna i robie, to z coraz wiekszym usmiechem na twarzy… Jak byc suka, to w pelni.

Dni mijaja bezbarwnie, jeden za d**gim, dosc czesto wychodze na spacery, biore malego i mala, ale ostatnio cos Patryczek goraczkuje, wiec tylko z Olenka ide. Zrobie zakupy… czasami kupie jakis drobiazg dla Joli, lubie kupowac prezenty…
Pewnego dnia bylam obok meskiego sklepu, weszlam… moze jakis ladny krawat dla meza, podobno za 2 tygodnie ma byc impreza w niego w firmie… wiec kupie.
– Ma Pani cos ciekawego z jedwabnych krawatów ?
– Tak, prosze sobie wybrac z tego stojaczka.
Ladne, ciekawe… nagle poczulam dotyk kogos dloni…
– O… bardzo Pania przepraszam…
Z d**giej strony jakis starszy gosc równiez przegladal ten stojak… ciekawe…
– Nic nie szkodzi, szukam dla meza na impreze…
– To moze i mi Pani pomoze, bo jestem tak zdezorientowany, taki jest teraz wybór, ze szkoda…
– Im wiecej tym lepiej, nieprawdaz ?
– W czasach mojej mlodosci bylo z 10 rodzajów, wybór prawie natychmiastowy…a teraz…
Zasmialam sie…
– Az tak stary to Pan nie jest…
– Jestem starszy od wegla, jak mówia moje wnuki…
– Niemozliwe.

Moze i facet mial z 60… kilka lat, ale dobrze ubrany, dobrze obstrzyzony, ruchliwy…
– Mam 72 lata.
– To wyglada Pan niesamowicie…
– Dobrze sie odzywiam i duzo pracuje w ogrodzie…
– Niedlugo sezon sie zacznie…
– Juz czekam, bo roznosi mnie energia, nie mam jej na czym spozytkowac…
– Moze pójdzie Pan na silownie ?
– Aby wzywali karetke jak mnie zobacza… nie dziekuje…

Zasmielismy sie obydwoje…
– Wezme ten krawat, a dla Pana proponuje ten…
– Ok, swietny wybór…
Zapakowala dziewczyna i zaczelam sie zbierac, a on jakby… chcial cos powiedziec …
Gdy bylam juz przy drzwiach…a on je otwieral… odezwal sie…
– Dajesz juz ?

Szok, wiedzialam, o co pyta, ale tu .. w sklepie… do… obcej… z dzieckiem… ?
Cham, prawie prostak, ale najbardziej bezczelny cham… i… cholera… ujal mnie tym… sklamie…
– Jeszcze nie, ale chetnie zaczne…
– Jestes tak apetyczna, ze nie moglem sie opanowac, przepraszam za bezposredniosc…
– Raczej za chamstwo…
– Albo rybka. albo…
Moja cipa juz byla mokra… juz podjela decyzje… nie musze sie nawet kryc, jestem kurwa i takie teksty to normalnosc…
– Ale idziemy do ciebie…
– Jak masz na imie ?
– Zadnych imion… jestem kurwa i tak mnie masz potraktowac…
– Naprawde jestes ?
– Nie, ale dzisiaj chce byc… przeciez, zadna normalna kobieta nie da sie poderwac na seks z obcym, majac dziecko przy sobie ?
– Prawda, nie wiem, co mnie opetalo…
– Ale zadzialalo, juz jestem mokra…
– Bede musial ci zaplacic ?
– Ja mam forsy jak lodu i nie jestem dziwka… daje bo mam kurewski charakter, rozumiemy sie ?
– Boska jestes…
– Wiem.

Mala spala, co prawda jedzenie sie zbliza, ale moze zdazymy…
Jezu, jak ja uwielbiam to uczucie, ide z nim ulica, a cale moje cialo plonie, kazda komórka zaczyna sie budzic do eksplozji. W glowie tylko mysli jakiego ma, jak lize, jak caluje, dac normalnie czy w tylek, a jak nie bedzie chcial, czy stanie mu od razu, czy sie zleje, czy zajac sie jego tylkiem. A moze to brutal, uderzy mnie w twarz, zostana slady, bedzie ostry czy lagodny.. ?
Chyba bede musiala kupic sobie gaz, tak na wszelki wypadek. Samotna chetna kurwa jest narazona na wiele rzeczy.
Byl nizszy ode mnie o pól glowy, ale mocno zbudowany, mysle, ze bedzie dobrze.

Szlismy z 20 minut… dobrze, ze pogoda sprzyja, wygladalismy jak ojciec z córka i wnuczka…
– Wygladamy jak rodzina…
– Smieszne, bo moje dzieci i wnuki mieszkaja w Niemczech, zony juz nie mam, umarla i dawno tak nie myslalem w ten sposób…
– Masz gumy ?
– Nie.
– To kup w sklepie, bo jeszcze nie mialam okresu po porodzie…
– Jeszcze nie ?
– Rodzilam dwa miesiace temu…
– O… ok…

– Jeszcze daleko ?
– Juz, dwie ulice, przepraszam… nie myslalem… a juz w ogóle, ze sie zgodzisz…
– Lubie spontaniczne sytuacje, a twoja bezczelnosc byla az smieszna…nietypowa… i raczej nie próbuj jej z innymi, bo dostaniesz w pysk…
– Jak bedziesz chciala mnie ukarac, to sie zgodze…

Aha… wiec raczej spokojny, super…
Doszlismy, duzy dom, ladny plot, schody… elegancki, lubie taki styl.
Gdy wchodzilismy mala zaczela plakac. Weszlismy do duzego pokoju…
– W d**gim jest lózko, mozesz ja tam przewinac…
– Ona raczej chce jesc…
– Poczekam.
Poszlam tam i wylozylam ja na duze lózko, mokra pielucha i taka glodna, ze prawie brodawke wessala cala…
Piersi jak zwykle balony… szczególnie, ze juz czulam w powietrzu feromony…
Przyszedl do nas z sokiem…
– A moze kawe pijesz ?
– Nie, wystarczy…
– Piekne masz piersi…
– Wiem, jak dojna maciora, zaraz je dostaniesz, nawet mleka zostanie…
– Boze, jestes taka bezposrednia, ze juz mi stoi…

Zaczal sie rozbierac… troche klopsik, brzuch za duzy, moze nawet nie widzi, jak sobie wali…
Po chwili stal przede mna nagi i walil sobie kutasa, odpowiednich rozmiarów… bedzie przyjemnie, bez bólu…
– Zboczek jestes…
– To pierwszy raz w moim zyciu, ze tak postepuje i ze sie udaje… zaraz cie pozre…
– Juz skonczylam….
Mala nie zasnela, ale i nie plakala… odlozylam ja do wózka…
Odwracajac sie juz rozpinalam sukienke do konca…
Zaczal je calowac… wysunal ze stanika i jak mala przed chwila…calowal i ssal…
– Nigdy nie mialem mleka matki w buzi…
– Zawsze jest pierwszy raz…
Podniósl glowe i chcial mnie pocalowac, ale nadstawilam szyje… powiedzmy, ze lubie do calowania mlodszych…

Podnioslam noge i objelam go, a on chwycil mnie za tylek… jego dlonie ladowaly moja skóre energetycznie, rozgrzewalam sie w piorunujacym tempie… mysl, o tym, ze robie dobry uczynek zupelnie obcemu facetowi, juz prawie skreslonemu przez los, dodawal mi energii.
Zaczelam go calowac, niech ma, to bedzie seks jego zycia, moze nawet ostatni…
Kleknelam i wcielam calego za pierwszym razem.
– O cholera… co robisz ?
– Dobrze ci robie, tylko nie spuszczaj sie za szybko…
– To mi nie grozi…
Zaczelam sciskac sobie jedna piers, bo erotyzm tej sytuacji wychodzil przez skóre, zreszta, zawsze mialam je wrazliwe… on dotknal d**giej, potem razem ze mna sciskal pierwsza…
Zjechalam reka na cipke… mokra, wiadomo, ale ona byla bardzo mokra…. oj poszaleje dzis…
Facet jeczal… a z rekoma to raczej nie wiedzial co robic…
– Obejmij mi glowe i naciskaj abym glebiej ci obciagala…
– Powaznie…
– Nigdy nie miales kurwy ?
– Nie…
– To sie naucz… dociskaj…

Wolalam grzebac sobie i nakrecac sie…
Zaczal robic to oczywiscie za delikatnie, wiec sama sie nadzialam do konca… i chyba zalapal… bo po chwili robil to idealne, spokojnie, ale do konca… uwielbiam to…
Czasami sie wyrywalam, aby potem wziac go od nowa…
– Chodz do lózka…
Polozyl sie na plecach, ja stanelam w polowie jego brzucha, wzielam w reke kutasa, a on piescil mi piersi…
Nachylilam sie i znowu go pocalowalam…piersiami dotykajac jego klatki… a reka pieszczac czlonka…
Po chwili zaczelam sie znizac, cmokalam jego brodawki, potem brzuch i kutasa od nowa…niech stanie jak najbardziej, musze tez miec przyjemnosc…
Jego reka zawedrowala na mój tyleczek, który chetnie przyblizylam do niego…
Zreszta, jak chce to dam mu polizac cipeczke…
Przelozylam noge i wcisnelam mu ja do buzi.
– Mozesz wsadzic mi palec w tylek ?
– A dlaczego ?
– Tez chce miec cos z tego…
– Lubisz ?
– Uwielbiam…

Zaczal delikatnie dotykac anala, naslinil i wsadzil. wszedl tak fajnie… ja obciagalam z wielka przyjemnoscia, i jajeczka i kutasa…
Nie wytrzymalam juz… siegnelam po prezerwatywe i nalozylam mu.
Usiadlam sie tylem, aby nie przerywal masazu mojego tyleczka…
– Ale masz dupke…
– Fajna ?
– Niesamowita, a jak pracujesz…
– Jestem wyposzczona, moja cipka az krzyczy…
– A co teraz mówi…?
– Pierdol mnie…
– To dajesz malutka…
Odwrócilam sie, oparlam rece na jego klatce, on zlapal mnie za piersi… bolaly… byly ciezkie, brodawki staly… sciskal… a ból sie wzmagal…
Jeknelam…
– Cos nie tak… ?
– Piersi mnie bola…
– Przestac ?
– Nie, to od podniecenia, lubie ten ból… mocniej…
Moje biodra jezdzily jak szalone, lewa reka dotknelam lechtaczki… juz czas… to moja chwila, pelna kontrola i pelen odlot… szedl… powoli. delikatnie… narastal… by wybuchnac… jak krzyk w ciemnosci…
Skulilam sie na nim… pocalowal mnie w czolo… a ja objelam jego glowe, wyprostowalam nogi do tylu, lezalam teraz na nim cala i zaczelam go calowac… on obejmowal moja glowe i … bylo tak szalenie cudowne… moja lechtaczka obcierala sie teraz o jego brzuch, o wlosy, których nie golil…
Robilam to tak wolno… a caly czas bylam pod pradem… zwlekalam… odsuwalam te chwile… caly czas bedac tuz pod kreska… meczylam sama siebie, bedac jednoczesnie w ekstazie… az pozwolilam mu dojsc… d**gi… przepiekny…

– Czyzbys juz d**gi raz szczytowala… ?
– Mówilam, ze moja cipka krzyczy… i jak widzisz, czasami na glos… czas na trzeci…
Wyprostowalam sie, odchylilam do tylu i juz bez skakania draznilam cipe cala reka… on dotykal moich ud od wewnatrz… a ja czulam tylko prad.. szedl do glowy i wariowal tam… az wybuchlam po raz trzeci….
– Jestes niemozliwa…
– Wiem, a dzisiaj jestem tak spragniona delikatnosci, ze widzisz co sie dzieje….
Polozylam sie obok niego, zaczelismy sie calowac, a reka walilam mu…
– Jak chcesz to dam ci w dupe…
– Jeszcze nigdy tam nie bylem…
– A chcesz ?
– Tak.
Odwrócilam sie, wypielam tyleczek, naslinilam i… wtedy… mala zaczela plakac…
– Poczekasz ?
– Nigdzie sie nie wybieram…
– Tylko trzymaj go w pogotowiu…
Wstalam i nago poszlam do wózka… wzielam ja na rece… spojrzala sie na mnie, uslyszala glos… dalam cycka. ale nie pila… usnela….
– Jak patrze na ciebie to nie musze nic robic… masz tak apetyczne cialko, ze tylko patrzec i podziwiac…

Odlozylam Olenke…
– Zaraz sprawdzimy…
Wrócilam do lózka i jego kutasa, wzielam do buzi, ma racje, stoi jak zolnierz na warcie… sciagnelam gume…
– Wkladaj i wyryp moja dupe, lubie anal…
Wlozyl, wszedl caly, a ja zaczelam tak pracowac…jakbym chlopa nie miala od roku… a przeciez minal ledwo tydzien…
Zaczelam odplywac, walilam sama swój tylek, on trzymal mnie za piers…
– Scisnij mocniej…
– Ale cie boli…
– No wlasnie…
Zrobil to, a mnie poszedl prad od tylu glowy do kosci ogonowej… czyli wprost do tylka…
Jest tak dobrze… polozylam sie prawie na plasko… przyplyw sie zaczynal… i wtedy on polozyl sie na mnie. Przydusil mnie, poczulam jego sile, wchodzil mocno… szybko… jego brzuch odciskal sie na moich plecach… podniósl sie i zrobil cos najpiekniejszego… chwycil dlonia moja szyje z tylu glowy i wcisnal ja w poduszke…
Jak mi skoczyla adrenalina… jak ja to uwielbiam… poczuc jego wladze… jego moc i chec zniewolenia suczki… nie wiem, czy zrobil to celowo, czy przypadkiem…. nie… taki uchwyt to nie przypadek… zaciskal coraz mocniej.. a ja poczulam jak idzie mój ukochany… czwarty…
Próbowalam jeszcze podnosic tylek, jeszcze bardziej wbijac sie w jego kutasa i wtedy on zaczal zwalniac…
– O… moge lac ci w dupe… ?

Stalo sie, lal… nie zdazylam odpowiedziec… ale to równiez moja chwila, jeszcze kilka ruchów, jeszcze troszke…. wsunelam reke, szybko do lechtaczki… i… jest…. doszedl….
Wypielam sie jak najmocniej….
– Tez dostalas… ?
– Ja zawsze dostaje…
– Doszlismy razem… Boze, jakie to piekne…
Wyciagnal… i padl obok mnie. a ja chcialam dalej sobie grzebac… ale zwolnilam, jutro tez jest dzien i nie wiadomo, co los przyniesie… Przytulilam sie do niego…
– Dobrze ci bylo ?
– Najlepszy seks ostatnich 20 lat… a w tylek to pierwszy raz… i to mnie wzielo, nie liczylem na zlanie… jestes najlepsza…
Dalam mu buziaka, slodki jest…
– Musze do lazienki…

Gdy wyszlam mala jeszcze spala, on odpoczywal…
– Bede sie zbierac…
– Zobaczymy sie kiedys ?
– Raczej nie, bylo fajnie i tak mnie pamietaj…
– A powiesz imie…
Kiwnelam glowa, ze nie… i usmiechnelam sie…rozbrajajaco…
Patrzyl jak sie ubieram, patrzyl… pozeral mnie wzrokiem…
– Ale jestes suczka… ciasteczko… tylko chrupac… pieknie wygladasz…
– Mam kilka kilogramów za duzo, pozostalo…
– To jest najpiekniejsze…
– Dziekuje, jestes mily… na razie… nie wstawaj…

Wracalam do domu spelniona. Cipka ciagle cos mówila, majteczki obcieraly ja i to sie jej podobalo. Tyleczek mruczal, mial za malo, ale to ja rzadze… niech czeka. Cos z Anka wymyslimy.
A zadzwonie…
– Anka i jak tam twój, bierze cie tyle ile chcesz ?
– Daj spokój, w tylek juz wcale nie chce, najlepiej tylko obciagnac przed wyjsciem, a ja chodze wtedy caly dzien niedobita, a cos planujesz ?
– Myslalam o tobie…
– Cos trzeba bedzie skombinowac, dajesz juz ?
– Powiedzmy.
– Ale nie w tym tygodniu, bo siedzi duzo domu, a potem ma jakis wyjazd… moze wtedy, zadzwonie, szykuj przyszly tydzien, a dasz rade wyrwac sie na jakis caly dzien ?
– Nie ma mowy, karmie co 3 godziny…
– Daj z butelki…
– Cos na miejscu znajdz…
– Ok.

W sobote jest ta impreza u mojego w pracy. Cholera, zapomnialam prawie… musze kupic jakis nowy ciuch. Teraz gdy mam kasy jak lodu, to jest jeszcze bardziej przyjemne.
Odstawie mala do domu i wyskocze do galerii.
O… galeria… chlopaki… zapomnialam o nich, obiecalam im przeciez na ostro…
O 16 bylam juz przed ich warsztatem. Zamkniety. Krata opuszczona. Pusto. Gdy wchodzilam na góre zapytalam sie sie ochraniarza…
– A warsztat zamkniety ?
– Zbankrutowali i zamkneli.
Oj… los zaczyna sobie ze mna leciec… nie mam nawet telefonu… gdy dzwonili to przeciez nie zapisalam, nie przy mezu… moze zadzwonia jeszcze… ?
Ciuch kupilam zajebisty, sukienka blyszczaca, bordowa z lososiowymi perelkami… za 1200 zl, a co tam, niech jego kumplom oczy zbieleja… nowe ponczochy i nowa bielizna francuska za prawie 600… stac mnie… za swoje, za swoja krwawice dupa zarobiona. Czulam sie naprawde jak kurwa, która wydaje swoja kase.. zajebiste uczucie…
W domu Jola nie mogla uwierzyc, ze tak ladnie ciuchy robia.
– Julu, gdy masz kase to widzisz inaczej swiat…
– Nalezy sie Pani, czasami ciezko przeciez bylo…
– Prawda, ale sumarycznie warto bylo sie poswiecic, teraz juz nic nie musze, tylko sama przyjemnosc…
– Ciesze sie z Pani sukcesu, szkoda, ze maz tego tak nie widzi…
– Ale na przyjeciu to zablysne, moze wtedy go wezmie ?
– Oby…

Cala sobota oczywiscie to przygotowania, ale takie normalne… jak na zwykle przyjecie…
Maz tez przyjechal z nowym garniturem…
– To bedzie wielkie przyjecie, czy normalne ?
– Raczej normalne, ale przyjedzie najwiekszy szef i kilku zastepców… oraz kilku gosci… z 10…
– A gdzie bedzie ?
I tu wymienil knajpe Roberta. Oczywiscie, a gdzie by indziej…
Przyjecie na 18, a o 16 przypomnial sobie, ze nie zatankowal samochodu…
– Skocze, aby nie bylo niespodzianki…
– Ok.

Cieszylam sie, ze wyjedzie, bo chcialam pokazac sie mlodemu, jak jego szefowa wyglada, jak pieprzona DAMA…
– Masz czas, to wlec…
Byl jak zwykle, po minucie…
Ja odwalona jak ksiezniczka… a ten… tez odwalony…
– Wybierasz sie gdzies ?
– Z matka jestesmy zaproszeni na urodziny jej kuzyna, ojca Patryka, ale Pani jest olsniewajaca…
– Podoba ci sie ?
– Podoba, Pani wyglada jak milion dolców, odlot… duzo kosztowala ?
– 1200.
– Ladnie, stac Pania, nie .. ?
– Jasne, nawet na to za 600…
Podciagnelam i pokazalam mu majteczki…
– Ale piekne, widac ze drogie, a ponczoszki to tez odlot… moge dotknac ?
– Ty zboku, musisz…

– Jest Pani tak zjawiskowa, ze grzech przejsc obok…
Podszedl i dotknal noge nad kolanem… Kusilam… wiem, ale sama czulam sie zajebiscie. Czysta, pachnaca, w nowej bieliznie za kupe kasy i w sukience za milion dolców…
Wyprostowalam sie, zamknelam oczy… jego dlon wedrowala do góry… dotknela skóry pomiedzy… objelam jego glowe… a on dotknal moich ust… swoimi…
Wsunal jezyk… dotknal mojego… i porazilo mnie… prad poszedl po calym kregoslupie… d**ga jego reka wyladowala na tylku, a ta z przodu draznila juz lechtaczke przez material…
Teraz to juz sie wygielam jak kocica…… Boze, jak ja uwielbiam pieszczoty… docisnelam jego glowe, chcialam mocniejszych pocalunków…
Jego dlonie rozgrzewaly moja cialo… za szybko… a moze to ja sama… moze… chcialam… ale sie wstydzilam…
Jestem u siebie w domu, zaraz maz wróci, a za kilka minut przyjdzie Jola. co ja robie… jestem szalona…

Odsunelam go, spojrzalam sie mu w oczy… tyle bylo w nich pozadania, ze móglby mojego meza zawstydzic..za kilka lat… zrobie to… tak… zrobie…
Zsunelam majtki do polowy ud…
On juz rozpinal spodnie… stal mu jak… tak… jak powinien…
– Masz gumy ?
– Nie tutaj…
– Wyciagniesz, bo inaczej zabije…
Wszedl ostro i mocno, tak jak lubie, chwycil za biodra i walil… wypielam sie jeszcze mocniej… oparta o stól w pokoju goscinnym dawalam dupy gówniarzowi.
I mialam to gdzies, mam mnie rypac jak suke, taka… która jestem…
– Mocniej…
– Szybciej…
Nie chcialam dostac orgazmu, ale potrzebowalam przetrzepania cipy… aby sie uspokoic… i wyladowac napiecie…
Trzymal mnie mocno, tak jak lubie, wchodzil tak pieknie, cipka ciekla rozgrzana do czerwonosci… scisnelam ja…
– Juz…
Wyrwalam sie… nie bede obciagac, bo jeszcze chlapnie na sukienke…
– Lej na podloge…
On strzelal doslownie na metr… a ja ubieralam juz majtki, szybciej…. szybciej…
Polecialam do kuchni po reczniki papierowe…
– Sprzataj…
Zrobil to w sekunde…
– Uciekaj, zaraz wróci maz…
Ledwo zdazyl sie ubrac i juz go nie bylo…

Doslownie po 3 minutach zadzwonila Jola, a po pieciu wrócil maz. Dobrze, ze zajeli sie rozmowa, ja próbowalam ochlonac… ale u mnie to tak nie dziala… cipka caly czas pulsowala…
Stalam tak w pokoju, patrzylam sie na nich, na ich swiat, na normalnosc i myslalam jak bardzo róznie sie od nich, Jak mój swiat mija ich w coraz wiekszej odleglosci… i nie wiedzialam, czy mam sie bac, byc przerazona, czy po prostu czekac jak los to rozwiaze.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir

antep escort izmir escort tuzla escort şişli escort