Uncategorized

Jak zostac niewolnikiem swojej siostry?

Anal

Jak zostac niewolnikiem swojej siostry?
Rozpoczne od tego, ze Ania tak naprawde nie jest moja biologiczna siostra. Jej mama jest d**ga zona mojego taty. Tak to jakos sie w naszym zyciu ulozylo, ze po rozwodzie moich rodziców zostalem z tata. Sad rodzinny przychylil sie do mojej prosby i przyznal opieke nade mna tacie. U Ani sytuacja wyglada nieco inaczej – jej tata umarl pare lat temu na raka. Mój tata i mama Ani poznali sie na jakims spotkaniu biznesowym i od wlasciwie pierwszego spotkania przypadli sobie do gustu. Oboje wyksztalceni, przedsiebiorczy, prowadzacy z sukcesem wlasne male firmy. Bylo kwestia tylko paru miesiecy, zanim zaczeli planowac wspólne zycie.
Jednym z kroków na tej drodze bylo kilka spotkan „rodzinnych” w róznych miejscach, zebysmy my, czyli dzieci, mogli poznac sie nawzajem i poznac naszych nowych potencjalnych rodziców. Mówiac szczerze, mama Ani przypadla mi prawie natychmiast do gustu. Calkiem atrakcyjna kobieta, konkretna, uwazna i w przeciwienstwie do mojej rodzicielki – zrównowazona psychicznie. Traktowala mnie nie jak szczyla z mlekiem pod wasem, ale prawie doroslego czlowieka. Jeszcze bardziej spodobala mi sie Ania. Ladna, zgrabna dziewczyna o niesamowicie pieknych stopach. Pamietam dokladnie wrazenie jakie wywarla na mnie przy naszym pierwszym spotkaniu w neutralnym miejscu, czyli pizzerii. Musialem bardzo sie wysilac, aby nie gapic sie na nia caly czas. Szczególnie duzo wysilku kosztowalo mnie niespogladanie na jej drobne, waskie stopy z bardzo zgrabnymi paluszkami i wysokim podbiciem. Odkad tylko zaczalem uwazniej przygladac sie dziewczynom, zawsze fascynowaly mnie ich stopy. Pamietam, ze miala na tym spotkaniu brazowe sandalki na plaskiej podeszwie, do tego zalozyla krótkie spodenki i jasna bluzke.
d**ga cecha Ani, która przypadla mi do gustu po nieco lepszym zapoznaniu sie z nia byl jej charakter. Pewnie mozna by go okreslic jako „nielekki”. Wychowana przez samotna mame i dziadków z obojga stron jedynaczka byla nieco rozpuszczona, przywykla do tego, ze jest w centrum zainteresowania i do tego, ze jesli czegos chce, to wszyscy stana na glowie, by spelnic jej kaprysy. Byla dosyc pewna siebie i chyba mozna powiedziec do pewnego stopnia samolubna, ale nie calkowicie nieczula czy pozbawiona empatii. Do tego zorganizowana, inteligentna i oczytana. Po mamie odziedziczyla tez sklonnosc do rzadzenia innymi. Ja dla odmiany mam nature bardzo ulegla. Zwlaszcza wzgledem pieknych dziewczyn.
Z podsluchanych urywków rozmów mojego taty i mamy Ani wiem, ze obawiali sie o to, czy uda sie im sprawic, abysmy moze nie pokochali sie jak rodzenstwo, ale potrafili sie przynajmniej tolerowac. Szczególnie martwili sie o to, ze oboje jestesmy jedynakami nieprzywyklymi do posiadania rodzenstwa, z którym trzeba sie wszystkim dzielic. Ich obawy okazaly sie bezpodstawne. Calkiem dobrze sie dogadywalismy. Czasami zdarzaly sie male róznice zdan, ale szybko je rozwiazywalismy. Najczesciej po porostu ustepowalem Ani i robilismy tak jak ona chciala.
Swietnie bylo to widac w czasie wakacji, na które pojechalismy juz jako „rodzina”. Mielismy wynajety na caly miesiac domek nad morzem. Nic wielkiego: trzy pokoje plus salon z kuchnia. W salonie stal jedyny w calym domku telewizor podlaczony do dekodera telewizji satelitarnej. Poczatkowo mielismy male problemy z ustaleniem co ogladac. Nasi rodzice byli w sobie tak zakochani, ze czesto zostawiali nas samych i sami musielismy dojsc w tej kwestii do porozumienia. Po pierwszych sprzeczkach o pilota sprawa rozwiazala sie sama. Wytworzyla sie niepisana zasada, ze jesli ja cos ogladalem, a w miedzy czasie weszla Ania, oddawalem jej pilota bez pytania i pozwalalem wybrac cokolwiek jej sie podobalo. Jesli to ona juz cos ogladala, siadalem niedaleko niej i wpatrywalem sie w ekran bez komentarza. Czasami tylko prosilem w takich sytuacjach, zeby pozwolila mi dokonczyc film lub zmienic kanal. W zaleznosci od jej humoru i od tego jak bardzo chciala obejrzec swój film lub program, czasami mi pozwalala zobaczyc to co chcialem, a czasami nie. Bywalo równiez tak, ze najpierw pozwolila mi cos poogladac przez chwile, a pózniej znowu brala pilota i przelaczala na cos, co bardziej przypadalo jej do gustu. Uczciwie musze tez dodac, ze jesli bardzo mi na czyms zalezalo, nie przeszkadzala mi w ogladaniu. Sama nawet przypomniala mi kiedys o tym, ze mój ulubiony serial wlasnie ma premiere nowego odcinka.
W tych chwilach wspólnego ogladania telewizji czesto spogladalem ukradkiem na Anie – moja piekna Pania, Królewne, jak juz zaczalem ja nazywac w moich myslach, i myslalem o tym, jak to byloby wspaniale móc ucalowac jej stopy, polozyc sie u jej slodkich nózek i móc pelnic role jej podnózka. Jak cudownie by bylo poczuc ciezar jej ciala na mnie sluzacym jej za siedzenie czy tez móc poczuc slodki ból zadawany przez Anie depczaca po moim bezbronnym ciele. Przygladalem sie jej perfekcyjnym stopom i pragnalem móc je calowac i piescic. Spogladalem na jej ksztaltna pupe i chcialem poczuc jej zapach i ciezar na mojej twarzy. W tych momentach chcialem tylko jednego – sprawiac jej jak najwiecej radosci i przyjemnosci. Chcialem móc jej sluzyc calym soba. Chcialem byc jej niewolnikiem. Nie kolega, chlopakiem, czy tez bratem, ale przedmiotem, którego moze uzywac wedle swego uznania. Chcialem móc ja nosic na ramionach, sprzatac po niej, przygotowywac jej kapiel i posilki, byc na kazde jej skinienie, a za kazde przewinienie chcialem byc surowo karany. Chcialem, zeby mogla mna pomiatac, traktowac jak szmate w zamian pragnac tylko jednego – byc calkowicie zaleznym od niej i jej kaprysów. Postanowilem, ze korzystajac z nadarzajacej sie okazji, „wychowam” ja na swoja Pania.
Juz podczas wakacji staralem sie jej sluzyc. Jedna z rzeczy, które moglem dla niej zrobic, bylo przekazanie wladzy nad telewizorem. Inne sprawy byly drobniutkie, na przyklad, kiedy tylko moglem staralem sie wykonywac za nia drobne domowe obowiazki. Pomagalem jej w sprzataniu, nawet jesli nie wypadala moja kolej, pomagalem przy przygotowywaniu sniadan i kolacji, chociaz dosyc rzadko, bo zwykle jedlismy w lokalnych knajpkach i restauracjach. Chetnie tez wychodzilem do sklepu po drobne sprawunki, jesli tylko mnie poprosila.
Najmilej jednak wspominam pewna poranna wyprawe na plaze. Ania nie nalezy do osób specjalnie uwielbiajacych sport. Wiec namówienie jej na poranne przebiegniecie pieciu kilometrów spelzlo na niczym. Natomiast spacer po plazy, zeby zobaczyc wschód slonca przemówil do romantycznej strony jej natury mimo barbarzynskiej wrecz pory, o której trzeba bylo wstac.
Wyszlismy na plaze, gdy jeszcze bylo ciemno, zaopatrzeni w latarke. Po paru minutach mielismy juz pod stopami morski piasek, sciagnelismy buty i ruszylismy brzegiem morza przygladajac sie wychodzacemu z wody sloncu. Ania zatrzymywala sie co chwile, aby zrobic zdjecie na Facebooka czy tez Instagram (sam nie uzywam portali spolecznosciowych). Byla to dla mnie okazja, zeby móc jej usluzyc.
– Ania, – powiedzialem – jak chcesz porobic zdjecia, to moze wezme twoje rzeczy? Bedzie ci latwiej bez tych tobolów…
– Czemu nie? Tylko nie zgub niczego – odpowiedziala ze smiechem.
I w ten sposób mialem w reku nie tylko jej plecaczek, ale takze sandalki z odcisnietymi sladami jej stópek. Uwierzcie mi – trudno bylo mi sie powstrzymac, zeby nie ucalowac tych cudownych bucików. Swoje buty juz po zejsciu na plaze schowalem do mojego plecaka, ale jej caly czas nioslem w reku. Przez cala droge rozmawialismy o planach naszych rodziców. Juz wczesniej uznalismy, ze oni tez maja prawo do szczesci i zgodzilismy sie z tym, ze zamiast im utrudniac zycie, postaramy sie byc grzecznymi dziecmi. Powiedzialem tez, ze jest calkiem fajna dziewczyna i moglem trafic na gorszy material na przyrodnia siostre. Ania rozesmiala sie i uderzyla mnie lekko piastka w ramie.
– Tylko tyle? Mogles trafic gorzej? Zapewniam cie, ze lepszej siostry nigdzie nie znajdziesz!
– Cóz nie bede sie klócic o to. Zobaczymy co czas przyniesie.
– Ano zobaczymy. Zreszta ty tez nie jestes najgorszym materialem na brata… Ale zobaczymy…
Znowu uderzyla mnie lekko w ramie i sie rozesmiala.
Po jakiejs godzinie marszu Ania zorientowala sie, ze odeszlismy spory kawalek od domu. Uznala, ze czas juz wracac.
– Piotrek, ladnie mnie urzadziles – powiedziala – mielismy tylko wyjsc zobaczyc wschód slonca, a nie lazic kilometrami po plazy.
– Marudzisz. To tylko kilka kilometrów. Najwyzej trzy, bo nie szlismy szybko. Warto czasami troche pospacerowac. Ladnie wszystko wygladalo i masz do tego sporo fotek na Facebooka.
– No tak. Ale teraz trzeba bedzie wracac ta sama droga te trzy kilometry.
– Zmeczona jestes, czy co? – zapytalem udajac zdziwienie.
– Troche. A co, nie mozna? Przeciez caly czas jest prawie srodek nocy! Wracamy.
– Przesadzasz. Juz prawie szósta.
– No to zanim wrócimy bedzie czas na sniadanie. A ja jeszcze bede musiala sie wykapac i zrobic makijaz.
– OK. To moze zrobimy tak: jeszcze troche pójdziemy wzdluz plazy, a potem wezme cie na barana i zawioze do domu. Co ty na to?
Ania przymruzyla oczy i spojrzala na mnie zagryzajac dolna warge.
– Dobrze, ale to ja decyduje, jak daleko jeszcze pójdziemy.
– Nie ma sprawy.
Ruszylismy dalej, tylko po to, by po kilku metrach moja Królewna mogla oswiadczyc:
– Wystarczy. Teraz wracamy.
Usmiechala sie przy tym zlosliwie, zadowolona ze swojego postepu. Ja tez sie usmiechnalem.
– Niezle – powiedzialem – Musze przyznac, ze tego sie nie spodziewalem, ale slowo sie rzeklo. Wskakuj.
Przykleknalem i pomoglem jej usiasc na moich ramionach. Wyprostowalem sie i lekko pochylilem glowe, zeby Ania mogla wygodniej spoczac na moim karku. Bylem w siódmym niebie. Delikatnie ujalem jej prawa stópke i zaczalem czyscic ja z piasku. Nie bylem pewien jak na to zareaguje, ale moja Pani przyjela te niespodziewana usluge smiechem. Kiedy usunalem piasek z jej prawej stopy, przesunela sie lekko i wystawila lewa nózke.
– A teraz d**ga nózia – powiedziala.
Równie delikatnie strzepnalem piasek przyklejony do jej lewej stopy. To bylo po prostu cudowne. Czulem ciezar jej ciala na moich barkach i dotykalem jej delikatnych paluszków moimi dlonmi. Mialem nadzieje, ze z góry Ania nie mogla zobaczyc wybrzuszenia, które znienacka pojawilo sie w moich spodniach.
– Dobry konik. – Ania pogladzila mnie po policzku i kopiac delikatnie pietami, tak jak sie popedza konia, dodala – A teraz jedziemy. Wio, koniku!
Ruszylem szybkim krokiem. Niestety, nie dalem rady przejsc calych trzech kilometrów z moja Królewna na ramionach. Dwa razy musialem dac odpoczac moim plecom. Zestawialem ja na ziemie i szlismy dalej plaza, aby po kilkuset metrach, kiedy juz nieco odsapnalem, znowu wziac ja na barana. Za kazdym razem powtarzalem rytual z czyszczeniem jej stóp, co spotykal sie z jej strony z aprobata. Zdecydowanie cala ta zabawa przypadla jej do gustu.
Ostatni odcinek byl dla mnie bardzo meczacy, ale uparlem sie i donioslem ja na moich barkach az do wyjscia z plazy na wybrukowana sciezke prowadzaca do naszego domku letniskowego. Na miejscu jednak nie postawilem jej natychmiast na ziemi, ale znowu delikatnie zaczalem czyscic jej stopy, tym jednak razem nieco dokladniej.
– Co robisz?
– No… Jeszcze troche piasku zostalo na twoich stopach, a chce ci zalozyc sandalki. Nie chcesz chyba miec piasku w butach?
– Dobrze. W sumie racja. Dobry konik – znowu poklepala mnie po policzku – Ale zanim zalozysz mi sandalki, wytrzep je dobrze. Tam pewnie tez sporo piasku sie nasypalo.
Zrobilem, jak kazala. Wyczyscilem jej sandalki i zalozylem na jej piekne stopy. Ania pomogla mi z tym troche wysuwajac najpierw jedna nózke, a potem d**ga. Poprawila przy tym swoja pozycje na moim karku, przesuwajac sie nieco do przodu, tak, zeby bylo jej wygodniej. Gdy tylko zaczalem przykucac, zeby postawic moja Pania na ziemi, poczulem lekkie pociagniecie za wlosy.
– Co robisz?
– Jak to co? Stawiam cie na ziemi. Juz jestesmy poza plaza.
– Ale ja zmeczona jestem.
– A ja to nie?
– Ale ja bardziej. Wstawaj! – podskoczyla na moich ramionach – Juz jest calkiem blisko. Ten kawalek jeszcze dasz rade mnie poniesc.
– OK., w porzadku. Daj mi tylko zalozyc buty.
– Mhhh. Ja ci pozwole zalozyc buty, a ty pózniej nie bedzie chcial mnie dalej niesc. Nie ma glupich. Wio, koniku, szybko! Wio!
Przy tych slowach kopnela mnie calkiem mocno swoimi pietami w bok klatki piersiowej. Co bylo robic? Wstalem i ruszylem przed siebie. I znowu czulem sie jak w niebie. Zmeczony, z nieco bolacymi plecami i karkiem, ale szczesliwy jak nigdy dotad.
– Wygodnie ci tam u góry?
– Moze byc. Mozesz troche bardziej pochylic glowe? O wlasnie tak. Teraz jest fajnie. Jedziemy!
I pojechalismy. Wlasciwie, to Ania pojechala a ja zdobylem sie na ostatni wysilek i z szybkiego marszu przeszedlem do lekkiego truchtu, co spotkalo sie z jej aprobata wyrazona jej perlistym smiechem i kilkoma kopniakami, zeby jeszcze bardziej mnie popedzic. Do domu dotarlem zmeczony, spocony i zziajany. Resztka sil, przytrzymujac sie sciany, zeby przypadkiem nie stracic równowagi opadlem na kolana. Ania zgrabnie zeskoczyla z moich ramion, widocznie zadowolona i szczesliwa.
– Fajnie bylo. Dzieki „brat”. Bedziemy musieli jeszcze to to powtórzyc.
– Oczywiscie – odparlem lapiac powietrze – Mi sie tez podobalo. Dzieki „siostra”. Kiedy tylko zechcesz.
Podczas tych wakacji jeszcze raz udalo nam sie wybrac podziwiac wschód slonca nad morzem. Jesli pierwsza nasza wyprawa pokazala, ze Ania ma cechy charakteru potrzebne do tego, bym mógl ja „wychowac” na moja Pania, to d**ga wyprawa pokazala, ze bedzie to latwe. Co wiecej, wygladalo na to, ze Ania powziela w stosunku do mnie podobne postanowienie nie co ja do niej – chciala miec swego sluge.
Juz na poczatku naszego d**giego spaceru na plaze o swicie pokazala na co ja stac. Jeszczem przed wyjsciem z domu kazala mi spakowac swoje rzeczy do mojego plecaka, a tuz po wyjsciu na zewnatrz, kazala wziac sie na ramiona. Nie poprosila, ale kazala! Natychmiast tez ustawila moja glowe w takiej pozycji, zeby jej siedzialo sie jak najwygodniej. Nie spodziewalem sie tego i cicho jeknalem. Ania cofnela sie nieco.
– Przepraszam. Chyba za mocno popchnelam. Wszystko w porzadku?
– Nie ma za co. Nie spodziewalem sie tego.
– Dobrze. Postaram sie nie siadac tak bardzo na twojej szyi.
– Nie, no co ty – odparlem – Najwazniejsze, zeby ci bylo wygodnie i komfortowo. Nie przejmuj sie tym. Wygoda i komfort jezdzca, czyli twój, jest najwazniejszy. Jesli troche mnie sponiewierasz, to nic nie szkodzi. Najwazniejsze jest to, zebys sie dobrze bawila. A mna sie nie przejmuj.
– Mówisz? Zebys tylko tego pózniej nie zalowal. Jeszcze mnie dobrze nie znasz. Ja naprawde potrafie byc zlosliwa.
– Ze jestes zlosliwa, to juz wiem. – powiedzialem ze smiechem – Teraz mozemy wypróbowac jak bardzo. Postaram sie byc bardzo poslusznym konikiem.
– Dobrze. Jak chcesz, tylko pózniej nie mów, ze nie ostrzegalam. Glowa nizej.
Nie widzialem jej twarzy, ale moglem sobie wyobrazic jej zlosliwy usmieszek. Poczulem, jak popycha moja glowe do przodu i znowu zajmuje wygodniejsza dla siebie pozycje na moich barkach.
– Dobry konik – poklepala mnie po policzku – A teraz wio! Chce zdazyc na wschód slonca. Szybciej. Wio!
Ostatnie slowo zaakcentowala dosyc silnym kopniakiem. Ruszylem truchtem w kierunku plazy. Ania chwycila mocno za moje wlosy, aby miec jak najlepsza równowage. Zaczela tez przechylac sie lekko to w prawo, to w lewo jednoczesnie wydajac komendy: skrec w prawo, skrec w lewo. Szybko zalapalem, jak reagowac na te ruchy jej ciala. Chwile pózniej rozpoczela sie lekcja o predkosci. Zasada byla prosta. Im mocniej Ania mnie kopala, tym szybciej mialem biec. Zeby zwolnic, sciskala moja szyje udami, a aby mnie zmusic do zatrzymania, ciagnela za moje wlosy i jednoczesnie zaciskala uda na mojej szyi. Zanim dotruchtalem do zejscia na plaze, juz dosyc dobrze wykonywalem jej polecenia. Tuz przed schodami poczulem pociagniecie za wlosy i ucisk nóg mojej Pani na mojej szyi. Zatrzymalem sie. Ania próbowala poprawic swoja pozycje na moich ramionach. Podlozylem moje dlonie pod jej stopy, zeby miala troche oparcia. Skorzystala z nich bez chwili wahania. Oparla na nich caly ciezar ciala, poprawila spodenki, które podczas jazdy musialy wejsc miedzy jej posladki, po czym usiadla, a wlasciwie opadla calym ciezarem ciala na moja szyje. Lekko sie pochylilem pod tym niespodziewanym ciezarem. Moja Pani zasmiala sie tylko.
– Mozesz trzymac tak rece. Bede miala strzemiona, zeby sie podnosic.
– Oczywiscie, dobry pomysl – odpowiedzialem.
– Wiem, ze dobry – zasmiala sie – Wszystkie moje pomysly sa dobre. Z reguly… A teraz zrobimy maly tescik z kierowania konikiem. Nie bede nic mówic, tylko uzywac nóg do kierowania. Gotowy?
– Tak
– Dobra, to jedziemy.
Ostatnie slowo bylo pulapka, bo zamiast mnie kopnac, wychylila sie lekko w lewa strone. Nie dalem sie zlapac. Nie ruszylem do przodu, tylko zaczalem sie obracac we wskazanym kierunku. Ania rozesmiala sie i znowu poklepala mnie po policzku.
– Dobry konik. A teraz wio!
Dostalem lekkiego kopniaka. Ruszylem prosto przed siebie. Potem lekkie wychylenie w prawo i mocne kopniecie. Zaczalem skrecac w prawo i biec. Ucisk ud na szyi. Zwolnilem. Kopniak. Przyspieszylem. W lewo, w prawo. Scisniecie szyi – zwolnij. Mocno w lewo – zawrócilem przez lewe ramie. Mocny kopniak – szybciej. Jeszcze mocniejsze kopniecie – przyspieszylem jeszcze bardziej. Podciagniecie za wlosy i silny nacisk ud na moja szyje. Zatrzymalem sie. Seria szybkich i mocnych kopniec – biegiem. Pociagniecie za wlosy i ucisk na szyi – zatrzymalem sie, tylko po to by znowu poczuc uderzenie jej slodkich stóp w mój korpus. Ruszylem do przodu. Po paru metrach znowu dostalem polecenie zatrzymania sie. To sie jej spodobalo, bo kilkukrotnie powtórzyla ten manewr „biegnij – stój – biegnij- stój”, caly czas glosno sie smiejac. Na koniec zatrzymala mnie w miejscu. Przechylenie w prawo – zaczalem sie obracac we wlasciwym kierunku. Ania siedzi prosto. Zatrzymalem obrót. Lekkie uderzenie pieta w klatke piersiowa. Ruszylem spacerowym tempem przed siebie. Moja Królewna znowu oparla caly ciezar ciala na moich dloniach, poprawila sie i opadla na moje ramiona. Nic nie powiedziala, tylko mocno mnie kopnela. Przyspieszylem i zziajany wbieglem na plaze. Poczulem, ze mój jezdziec wychyla sie delikatnie w prawo. Posluszny rozkazowi skrecilem.
Staralem sie utrzymac w miare równe tempo, co bylo trudne. Bylem zmeczony i co chwila zaczynalem zwalniac. Kopniaki Ani przywolywaly mnie do porzadku. Jeden z nich byl na tyle mocny, ze jeknalem. Ania zachichotala i poprawila jeszcze raz – mocniej. Bieglem dalej, ciezko oddychajac. Po kilkudziesieciu metrach scisnela moja szyje udami – zwolnilem. Chwile pózniej kazala mi sie zatrzymac i obrócic w kierunku plazy. Pomyslalem, ze bedzie to dobry moment, zeby postawic ja na ziemi. Zaczalem sie pochylac do przodu, zeby przykleknac i pozwolic jej zejsc.
– Ej, co robisz – powiedziala ciagnac jednoczesnie moje wlosy do góry – wstawaj.
– Myslalem, ze bedziesz chciala zejsc i zrobic troche zdjec…
– Glupi, glupi, glupi konik – odpowiedziala ze smiechem jednoczesnie uderzajac mnie piastka w glowe – Jak bede chciala zejsc, to ci powiem. Do góry!
Wyprostowalem sie, a Ania ponownie wsparla sie na moich dloniach jak na strzemionach i poprawila swoja pozycje. Kilka razy podskoczyla opierajac przy tym ciezar swojego ciala na moich dloniach i dlonmi przesunela moja glowe jeszcze bardziej do przodu, tak, ze niemal dotykalem broda klatki piersiowej. Przesunela sie do przodu niemal calkowicie opierajac sie na mojej szyi. Westchnalem glosno.
– Wygodnie ci koniku?
– Nie za bardzo. Gdybys mogla troche przesunac sie do tylu, prosze.
– A to nie ty powiedziales, ze wygoda jezdzca jest najwazniejsza i jezdziec ma sie nie przejmowac swoim wierzchowcem?
– Tak, zgadza sie.
– No i widzisz, glupi koniku – ze smiechem uderzyla mnie reka w glowe – mi tak jest wygodnie. I co ty na to?
– Przepraszam, masz racje. Najwazniejsze, zebys ty czula sie komfortowo. Glupi konik ze mnie.
– No! Jak bede chciala jeszcze bardziej sie przesunac do przodu, to to zrobie, a ty masz mi w tym pomóc, a nie narzekac. Jasne?
– Tak.
Ania splotla swoje stopy w kostkach i mocno scisnela moja szyje. Wyprostowala sie przy tym tak, ze caly ciezar jej ciala spoczywal na mojej szyi. Po kilku sekundach opadla z powrotem na moje ramiona. Wysunela nózki do przodu, zebym znowu mógl podlozyc po nie moje dlonie, dajac oparcie dla jej stóp. Posiedziala chwile na moich ramionach po czym wyciagnela telefon i zaczela robic zdjecia.
Musze przyznac, ze w porównaniu z nasza pierwsza przejazdzka zachowywala sie duzo pewniej. Nie siedziala sztywno, ale swobodnie. Od czasu do czasu opierala sie na „strzemionach”, by usiasc wygodniej lub poprawic spodenki. Czasami zmieniala pozycje, nie przejmujac sie zbytnio tym, ze moze sprawic mi ból. A co najwazniejsze, teraz to ona przejela kontrole nad tym, jak dlugo bede ja nosil. Poprzednio, gdy tylko zaczynalem sie znizac, by ja postawic na ziemi, schodzila natychmiast. Teraz siedziala dalej na moich barkach, zmuszajac mnie do stania w bardzo niewygodnej dla mnie pozycji. Widziala, ze jestem zmeczony, wiedziala, ze plecy i szyja musza mnie bolec, ale dalej zmuszala mnie do posluszenstwa. Bawila ja, wydaje mi sie, nie tyle sama przejazdzka, co swiadomosc tego, ze jestem posluszny kazdemu jej rozkazowi. Sprawiala jej przyjemnosc swiadomosc, ze pomimo tego, ze jestem zmeczony i bola mnie plecy i szyja, caly czas chetnie ja niose na ramionach. Przypuszczam tez, ze samo zadawanie mi bólu ja bawilo.
Glowe mialem pochylona tak nisko, ze nic nie widzialem ze wschodu slonca. Mialem za to doskonaly widok na jej piekne stopy w leciutkich, skórzanych sandalkach. Widzialem jej piekne paluszki pomalowane brazowym lakierem, sliczne piety i delikatne zylki, przebijajace spod skóry jej stóp. Wschód slonca nawet sie nie umywal do tego widoku, który ja mialem. W dodatku te cudowne stopy spoczywaly na moich dloniach, a ich wlascicielka o duzych piwnych oczach siedziala wygonie na mych ramionach. Bylem zmeczony, ale szczesliwy. Znowu pomyslalem o tym, ile mialem szczescia, ze los nas polaczyl. Pomyslalem tez o tym, ze chcialbym byc jednym z jej bucików, które caly czas byly tak blisko jej stópek. I ze powinienem wielbic nie tylko Anie, ale tez wszystkie jej rzeczy. Czulem, ze jestem najmniej wartosciowym ze wszystkich przedmiotów które posiada. Czulem sie jak pies gotów zginac broniac buta swego wlasciciela.
Ania szukala jak najlepszych miejsc do pstrykniecia nowej fotki. Kazala mi chodzic z jednego miejsca do d**giego, wdrapywac sie na niewielkie wydmy, zeby mogla zrobic zdjecie zza jakiegos krzaczka. Nauczyla mnie tez nowej komendy: „na dól”. Naciskala lekko na czubek mojej glowy i to znaczylo, ze mam przykucnac lub kleknac tak, zeby ona znalazla sie jak najblizej ziemi. Te przysiady okazaly sie wkrótce bardzo meczace. Chodzenie po wydmach zreszta tez.
Ania nauczyla mnie podczas poszukiwan najlepszego miejsca do zrobienia zdjecia dwóch rzeczy. Pierwsza to jej rozumienie tego co sam jej powiedzialem, ze wygoda jezdzca jest najwazniejsza, a d**ga, jaka jest rola jezdzca, a jaka konia.
Pierwsza z tych lekcji obylem, kiedy Ania zauwazyla na szczycie jednej z wydm ladnie wygladajaca kepke zarosli.
– O, tam bedzie dobrze – powiedziala radosnie i skierowala mnie we wlasciwa strone, po czym dosyc silnym kopnieciem nakazala mi biec we wskazanym kierunku. Pobieglem, zgodnie z rozkazem. Wydma okazala sie dosyc stroma i mialem nie tylko problem, zeby na nia wbiec, ale nawet podejsc. Zrobilem pierwsza rzecz, jaka przyszla mi do glowy i postanowilem sie wdrapac na czworaka. Puscilem stópki mojej Pani i próbowalem wdrapac sie na górke podpierajac sie rekoma.
– Co ty wyprawiasz? – Ania kopnela mnie w piers i uderzyla mocno dlonia w policzek. Nie bylo to poglaskanie, tak jak to czynila poprzednio, ale silne uderzenie. Az zahuczalo mi w uszach. Pociagnela mnie za wlosy, zebym sie wyprostowal. Wstalem. Ponownie mnie kopnela. Tym razem mocno, az sie zgialem z bólu.
– Wyprostuj sie, jak do ciebie mówie, szmato! – wykrzyknela. To byl pierwszy raz, kiedy mnie nazwala szmata. Byla wkurzona. Jedna reka ciagnela mnie za wlosy, a d**ga wymierzyla kilka siarczystych policzków. Kiedy sie tylko sie wyprostowalem, kopnela mnie mocno kilka razy w brzuch. Duzo wysilku kosztowalo mnie zniesienie tych kopniec bez ponownego zwijania sie z bólu.
– To jak, szmato, wytlumaczysz mi co chciales zrobic?
– No, chcialem wejsc na górke, jak kazalas. Ale tam jest za stromo i pomyslalem, ze na czworaka bedzie latwiej… Nie dam rady tam wejsc na dwóch nogach. Jest za stromo…
Ania znowu uzyla swojej slicznej nózki, do ukarania mnie. Potem jeszcze raz uderzyla mocno w twarz.
– Moze ustalmy kilka rzeczy. Po pierwsze, kon nie jest od tego by myslec. Od tego jest jezdziec. Ty masz tylko zawiezc mnie tam, gdzie cie kieruje. Od myslenia i decydowania jestem ja. Nawet taki palant jak ty powinien to zrozumiec To jest proste jak budowa cepa. Kaze ci isc prosto, idziesz prosto. Kaze ci skrecic, skrecasz. Kaze ci isc na czworaka, idziesz na czworaka. To jest chyba jasne?
– Tak, przepraszam.
– Dobrze. A teraz d**ga sprawa. Wygoda jezdzca jest najwazniejsza, wazniejsza od wygody konia, tak?
– Tak
– To dlaczego pusciles moje stopy? Przeciez nie mialam w tym momencie zadnego oparcia dla nóg. Nie jest wazne, czy trudno ci sie podchodzilo pod górke na dwóch nogach. Nawet gdybys mial pasc ze zmeczenia, nie wolno ci nigdy zrobic niczego, co sprawi, ze mi bedzie niewygodnie. Nawet jesli bedziesz umieral z bólu, moja wygoda caly czas jest najwazniejsza. Powiedziales, ze mam sie toba nie przejmowac. I nie zamierzam. Jestes teraz tylko glupim koniem i jesli bede miala fantazje jezdzic na tobie tak dlugo, az padniesz to to zrobie. Jasne?
– Tak, rozumiem. Przepraszam – wysapalem.
– Dobrze. Masz tylko jeden, prosty obowiazek: robic wszystko co ci kaze i dbac, zeby mi bylo jak najwygodniej. Jasne?
– Tak, oczywiscie.
– Zobaczymy, czy cos z tego w ogóle zrozumiales. Pochyl glowe. Nisko.
Pochylilem glowe, a moja Pani znowu mnie ukarala sciskajac mocno udami moja szyje. Potem opadla na nia. Troche sie powiercila i poskakala i bez slowa kopnela, wydajac tym samym komende do ruszenia. Nie pojechalismy na górke od razu. Najpierw pojezdzila sobie troche po plazy. Kazala mi caly czas skrecac, zawracac, przyspieszac zwalniac, zatrzymywac sie, przyklekac. Pokierowala mna tez do morza i kazala w nie wejsc. Nieco sie zawahalem, ale wykonalem polecenie. Caly czas bylem w butach, a jakos nie mialem ochoty ich niszczyc woda morska. Ale wszedlem. Potem brodzilem po kolana w wodzie z rozbawiona Ania na grzbiecie. Ta zabawa nie trwala dlugo.
Po jej zakonczeniu, kiedy Ania pozwolila mi wyjsc z wody, skierowala mnie w kierunku wydmy, na która nie udalo mi sie wdrapac. Zatrzymala mnie kilka metrów przed nia.
– I jak? Konik jest zmeczony?
– Tak, bardzo. Przydalaby sie przerwa. – wysapalem.
– Moze pózniej zrobie sobie przerwe. Teraz chce wdrapac sie na ten pagórek i pstryknac zdjecie, póki jeszcze slonce wschodzi. A nawet jak sie nie uda za pierwszym razem, to bede dalej próbowac. W sumie mam czas i nie jestem jakos szczególnie zmeczona. Kiedys w koncu musi sie powiesc. Tak na wszelki wypadek, gdyby to mialo zajac wiecej czasu niz mysle, pilnuj, zebym siedziala w jak najwygodniejszej pozycji. Nie podnos glowy, caly czas ma byc nisko, zebym mogla siedziec wygodnie. Pilnuj, zeby moje nogi caly czas mialy oparcie. Zadnych skoków i gwaltownych ruchów, bo wtedy sie zsuwam. I cicho siedz. Nie chce slyszec zadnych jeków.
Znowu oparla sie na moich dloniach, poprawila spodenki, pochylila moja glowe i usiadla z powrotem. Jeszcze chwile sie pokrecila, zeby usiasc jak najwygodniej i kopnieciem nakazala mi ruszyc do przodu. Natychmiast ruszylem. Po kilku krokach nabralem nieco szybkosci, bo Ania nakazala mi przyspieszyc silnym kopnieciem. Z rozpedem wbieglem na skarpe, ale szybko wytracilem ped. Staralem sie z calych sil wejsc jak najwyzej. Nie dawalem jednak rady. Ania, wyraznie podekscytowana, dopingowala mnie na swój sposób. Ciagnela mnie za wlosy, podskakiwala na moich ramionach i co chwila kopala. Wymagalo to z mojej strony zwiekszonego wysilku. Nie dosc, ze kazdy jej podskok sprawial mi ból, to jeszcze caly czas musialem pilnowac, zeby jej nózie mialy odpowiednie oparcie na moich dloniach. Do tego jej podskoki i krecenie sie na moich plecach nie ulatwialo mi utrzymania równowagi. Moja Pani dopingowala mnie na swój sposób:
– Ruszaj sie szmato, szybciej. Do przodu. Do przodu debilu. Gdzie skrecasz? W d**ga strone, smieciu. Nie podnos glowy smieciu, trzymaj ja nizej! Wjade tam, chocbys mial tutaj zdechnac, rusz sie, wio! Trzymaj moje stopy! Chcesz, zebym spadla glupku!? Wio!
Kazdemu z tych okrzyków towarzyszylo kopniecie, pociagniecie za wlosy lub uderzenie w twarz. W pewnym momencie, kiedy stracilem oparcie pod stopa i sie nieco zeslizgnalem, Ania znowu ukarala mnie, z calej sily sciskajac moja szyje swymi boskimi udami. Zalozyla, tak jak poprzednio, stope o stope, wyprostowala sie i mocno scisnela. Jestem dumny z siebie, bo caly czas, kiedy mnie tak dusila, podtrzymywalem jej ciezar swoimi rekoma.
Znowu przygladalem sie jej cudownym paluszkom, wysokiemu podbiciu, ksztaltnym kostkom. Widzialem ciemne odciski stóp na bialej skórze wnetrza jej sandalków. Sandalków najpiekniejszych i najwspanialszych na swiecie, bo nalezaly do mojej Pani i pachnialy jej stopami. Juz za samo to, ze moglem ich dotknac, powinienem byc wdzieczny mojej Królowej do konca zycia. Przypomnialem sobie ksztalt jej zgrabnej pupy, która teraz spoczywala na moich barkach i ten szczególny usmieszek, który tyle razy widzialem na jej twarzy. Jesli Ona chce wjechac na te górke, to moim obowiazkiem jest ja tam zniesc. Nawet gdyby to mialo mnie wykonczyc.
Czy moze byc dla takiego smiecia jak ja wieksze wyróznienie niz spelniac kaprysy swojej bogini? Sluzyc jej i sprawiac jej radosc? Cierpiec dla niej ból i ponizenie – tego w tej chwili pragnalem z calego serca. Bylem jej bezgranicznie wdzieczny, ze tak cudowna istota jak Ona, wybrala takie zero jak ja, by jej sluzyc. To bylo wrecz religijne uniesienie. Tylko ktos o takich samych sklonnosciach jak ja bedzie w stanie zrozumiec, co wtedy czulem. Trudno nawet to sobie wyobrazic, jak bardzo bylem jej wdzieczny za kazdego kopniaka, kazde wyzwisko, za ból moich ramion, szyi, nóg, policzków. I za to, ze pozwalala mi cierpiec dla swojej przyjemnosci i sobie sluzyc. Moja Pani, Królowa, Bogini…
Ania skonczyla duszenie. Znowu usiadla na moich ramionach, a ja sam pochylilem glowe nisko, by mogla wygodnie usiasc. Podstawilem ponownie moje dlonie pod jej drobniutkie stopy, by mogla je wygodnie oprzec. Poczekalem na kopniecie i ruszylem znowu, z nowa energia, zdeterminowany, by wykonac jej polecenie.
Przy akompaniamencie jej wyzwisk, poganiany kopniakami i uderzeniami w twarz, w koncu wdrapalem sie na szczyt. Ania byl bardzo szczesliwa.
– Yes, yes, yes! – stanela swoich „strzemionach” i calym ciezarem ciala opadla na moje ramiona trzy razy, przy kazdym „yes”.
– Mówilam, ze dam rade tu wjechac? Mówilam! – uderzyla mnie ze smiechem w policzek.
– I kto mial racje? Kto, kto, kto? – kazde „kto” akcentowala kopnieciem.
– Ty
– Widzisz? – pociagnela mnie za uszy – Jesli tylko kon sie nie madrzy i jest posluszny, to da rade wjechac wszedzie. Dobrze sie spisalam, nie?
– Wspaniale. Doskonale kierujesz swoim konikiem. – wysapalem – Konik chce ci pogratulowac, ze udalo ci sie wjechac na te wydme.
– No, ciezko bylo, ale dalam rade. Wjechanie na taka skarpe wcale nie jest takie latwe, jak moze sie wydawac. Troche sie nawet zmeczylam, ale warto bylo. – zasmiala sie – Mysle, ze zasluzylam na jakas nagrode. Co konik na to?
– Konik mysli, ze naprawde jestes cudownym jezdzcem i swietnie sie spisalas. Ten podjazd byl dla ciebie z pewnoscia trudny. Konik przeprasza, ze nie posluchal za pierwszym razem i nie zapewnil ci takiej wygody, na jaka zaslugujesz. Konik jest naprawde wdzieczny, za wszystko co dla niego robisz i to docenia. Zaslugujesz na nagrode. Co chcesz?
– Jako nagrode mozesz mi kupic duzy deser lodowy. Pasuje?
– Oczywiscie. Dziekuje. Musze przyznac, ze nie wierzylem, ze dasz rade tutaj wjechac. Jestem pod wrazeniem. Naprawde, swietnie ci poszlo.
Ania zasmiala sie.
– Dzieki – poklepala mnie lagodnie po policzku, pochylila moja glowe do przodu, oparla nózie na moich dloniach, po czym lekko sie uniosla i usiadla wygodniej na moich ramionach i szyi – Dobry konik. Moge z nim zrobic wszystko. A teraz jedziemy zrobic zdjecie. Wio!
Pokierowala mna w kierunku wybranej przez siebie kepy roslin. Wybrala odpowiednie miejsce, nieco z dala od rosliny, która chciala uwiecznic i kazala mi kleknac. Przez kilkadziesiat sekund poruszalem sie tylko na czworaka, zeby moja Pani mogla znalezc odpowiedni kat do zrobieni fotki. Zapewne szybciej by bylo, gdyby Ania zeszla z moich pleców, ale przeciez nie o to chodzilo. Swietnie sie bawila kazac mi przesuwac sie to w jedna, to w d**ga strone, podnosic ja wyzej i opuszczac nizej.
W koncu zadowolona z efektów swojej pracy pociagnela mnie za wlosy, nakazujac mi wstac. Podnioslem sie z wysilkiem. I przyjalem wlasciwa postawe. Ania rozsiadla sie wygonie i przez chwile ogladala zdjecia, które przed chwila zrobila. Potem kopnela mnie leciutko i wychylila sie w lewo. Ruszylem. Na szczycie znowu kazala mi sie zatrzymac i rozgladala sie za nastepnym miejscem do zrobienia zdjecia. Slonce juz prawie w calosci wychylilo sie znad linii horyzontu. Stanela na moich dloniach, przytrzymujac sie glowy, zeby miec lepszy widok z góry. Przy wzroscie okolo 164 cm wazyla mniej-wiecej 53 kilogramy. Wiem, bo podczas tych wakacji razem sie wazylismy. Cala rodzina. 53 kilo to niewiele, chyba, ze trzeba je uniesc samemu we wlasnych rekach.
– Juz wiem! Zdjecie zza falochronu. Szybko!
Nawet nie mialem czasu spojrzec w kierunku, o którym mówila. Moja Pani juz siadajac przechylila moja glowe do przodu. Kiedy tylko jej pupa spoczela na moich barkach, kopnela mnie mocno. Ruszylem natychmiast truchtem, posluszny jej poleceniom. Bylem juz wykonczony. Po wejsciu na wydme, nogi doslownie uginaly sie pode mna. A teraz Ania chciala, zebym biegl! Robilem co moglem, ale moja wlascicielka nie byla chyba zadowolona z rezultatów, bo co chwile mnie kopala, krzyczac jednoczesnie „szybciej, szybciej”. W dodatku nie za bardzo wiedzialem, gdzie biegne. Widzialem przed soba tylko kilkanascie metrów plazy, bo ciezar Ani dociskal moja glowe prawie do klatki piersiowej. Na szczescie bieg nie trwal dlugo. Mysle, ze przebieglem jakies piecdziesiat metrów, zanim moja bogini mnie zatrzymala.
– Sciagaj plecak, juz.
Próbowalem zdjac plecak, ale bezskutecznie. Ania siedziala na paskach.
– Pomoge ci – powiedziala.
Oparla stopy na „strzemionach” i zsunela paski plecaka z moich ramion, po czym znowu usiadla. Z reszta zadania poradzilem sobie bez problemu. Odlozylem plecak na piasek.
– A teraz sandalki.
Wysunela jedna stope leciutko przed siebie. Zabralem sie za bucika mojej Pani. Szlo to dosyc opornie. Po pierwsze zapiecie bylo drobne i mialem problem, zeby je rozpiac, a po d**gie – rece mi sie trzesly ze zmeczenia. Ale nie zajelo mi to zbyt wiele czasu. Do rozpiecia klamry potrzebowalem obu rak. Nie zastanawiajac sie wiec wcale, juz zdjetego bucika chwycilem ustami i zaczalem rozpinac d**giego.
– Tylko nie obslin go za bardzo – Ania zasmiala sie.
Zdjalem d**giego sandalka.
– Dobrze, odlóz sandalki na plecak. Jesli masz cos w kieszeniach, to tez tam mozesz polozyc.
Wyjalem z kieszeni telefon i odlozylem.
– To juz wszystko? – zapytala
– Tak
– To jedziemy.
Tracila mnie swoja nózka i ruszylem. Prosto w kierunku wody i falochronu, który wchodzil w morze. Mysle, ze widzieliscie ten typ falochronów – zwykle drewniane pale wbite w dno. W miejscu, gdzie bylismy dodatkowo oddzielone od kapieliska plywajacymi bojami. Woda byla spokojna, fal prawie wcale.
Wszedlem do wody. W butach, spodniach i t-shircie. Woda byla zimna, ale nie zawahalem sie ani przez chwile. Wykonywalem poslusznie kazde polecenie Pani. Jednoczesnie staralem sie bardzo ostroznie stapac, badajac dno przede mna. Nie chcialem, aby mój skarb zamoczyl sie choc troche. Gdy woda zaczela siegac mojego pasa, Ania zatrzymala mnie i paluszkiem dotknela morza.
– Brr. Zimna woda. Myslalam, ze bedzie cieplejsza. Musze pomyslec czy warto tam wchodzic, zeby zrobic kilka zdjec.
Po chwili milczenia, podczas której stalem nieruchomo zanurzony po pas w wodzie, powiedziala:
– Zreszta, co mi tam. Jakos to przezyje – i kopniakiem kazala mi ruszyc glebiej w morze. Zatrzymala mnie dopiero, gdy woda siegala do mojej klatki piersiowej. Byla to wysokosc, na której jej nózki zanurzaly juz sie w wodzie, ale pupa i spodenki pozostawaly suche. Zrobila kilka zdjec, tylko nieznacznie mnie przesuwajac. Dla jak najlepszego efektu, pochylila sie i opierajac brzuszkiem o moja glowe, pstryknela kilka fotek tuz z nad powierzchni wody. Wyprostowala sie i zaczela szybko przegladac nowe zdjecia.
– Wiesz, ladnie wyszlo. Jestem zadowolona. Warto bylo zamoczyc nogi, zeby miec takie focie na koncie. Mozemy wracac.
Wynioslem ja na brzeg.
– Wytrzyj mi nogi. Zimno mi.
Uklaklem. Moja Królowa oparla swoje stopy o moje uda. Schylilem sie po plecak. Nawet nie wiem jak to sie stalo, ale najpierw podnioslem sandalki Ani i zamiast postawic je na piasku, obok plecaka, zlaczylem je razem i chwycilem ustami za paski przytrzymujace tyl stopy. Jakos wydawalo mi sie w tym momencie, ze postawienie ich na pisaku byloby profanacja. Przeciez one chronily nózki mojej bogini, mialy odcisniete slady jej slicznych stópek, pachnialy jej potem. A kim ja bylem, zeby nie okazac im szacunku? Zdecydowanie te sandalki, jak i wszystkie inne rzeczy mojej Pani, zaslugiwaly na mój szacunek i uwielbienie. Ania sie zasmiala.
– Nie chcesz, zeby piasek nasypal sie do moich sandalków?
– Tak – mruknalem, starajac sie nie otwierac za bardzo ust.
– Dobry konik. – znowu poklepala mnie po policzku – Wie, jak dbac o swoja Pania. Jeszcze bede miala z ciebie pozytek.
– …uje – odpowiedzialem, wrzucajac mój telefon do plecaka i wyciagajac recznik. Zaczalem delikatnie wycierac nózki mojej Pani.
– Odwróc sie w strone morza. Poogladamy wschód.
Powoli sie odwrócilem, uwazajac, zeby stopy Ani nie spadly z moich ud. Skonczylem wycieranie nózek i przesunalem plecak przed siebie. Wyciagnalem wode, a pózniej z szacunkiem polozylem sandalki na plecaku.
– Chcesz pic? – zapytalem
– Dobry pomysl. – chwycila butelke i wziela kilka lyków wody. Potem oparla ja o moja glowe, niczym o stolik. Chwile tak posiedziala, popijajac.
– A tobie sie nie chce pic? – zapytala.
– Chce
– Masz – podala mi butelke. Chwycilem ja, ale nie moglem sie napic, nie w tej pozycji. Bylem pochylony do przodu, Ania siedziala na mnie, a zeby wziac choc lyka wody, musialbym odchylic glowe do tylu.
– Czemu nie pijesz?
– Nie za bardzo mam jak…
Rozesmiala sie.
– Biedny konik, nie moze sie napic, bo ja na nim siedze, tak?
– Dokladnie.
– Czyli, zebys mógl sie napic musialabym wstac i ubrudzic swoje nózki. W dodatku caly czas jestem zmeczona po tym podjezdzie pod górke. Musze troche odpoczac, przeciez ja tam wlasciwie odwalilam cala robote. A pózniej jeszcze te zdjecia slonca zza falochronu. Myslisz, ze to tak latwo bylo znalezc dobre miejsce? I w dodatku musialam wejsc do zimnej wody. Nawet nie masz pojecia jakie to meczace, takie kierowanie konikiem. Ty lazisz tylko w te i we w te. Jakbys byl dobrym konikiem, to okazalbys mi choc odrobine wspólczucia i chociaz troche wdziecznosci. Naprawde chcesz, zebym wstala?
– Nie, oczywiscie, ze nie. Ja jestem tylko glupim konikiem i nie pomyslalem o tym, jak bardzo jestes zmeczona. Przepraszam. Po tym wszystkim, co do tej pory zrobilas masz prawo odpoczac. I nie jest tak, ze nie jestem wdzieczny. Jestem, i to bardzo.
Ania zasmiala sie i pokrecila pupa. Znowu poklepala mnie po twarzy.
– Dobry konik.
Siedzielismy w milczeniu przez krótki czas. Ja wpatrujac sie w stopy mojej bogini, a ona podziwiajac widoki.
– Naprawde pieknie to wyglada. – powiedziala – Duzo lepiej niz zachód, bo jeszcze ludzi nie ma. No i rano chyba nie ma tyle pylu w powietrzu. O, a tamta chmura wyglada calkiem jak róza, widzisz?
– Nie za bardzo…
Ania rozesmiala sie.
– Aaa. Zapominalam. Biedny konik widzi tylko piasek, bo musi pilnowac, zeby jego Pani bylo wygodnie. A skoro i tak nic nie widzisz, to mozesz pochylic sie jeszcze nizej.
Ania zdjela swoje cudowne stópki z moich ud. Lekkimi szturchnieciami ustawila moje cialo w pozycji, której oczekiwala. Kleczalem teraz majac posladki oparte o piety z plecami równolegle do podloza, wsparty na lokciach. Moja Pani przesunela sie bardziej w kierunku moich pleców.
– Teraz dobrze. A wlasciwie, prawie dobrze. Masz mokra koszulke. Zdejmij ja i sie wytrzyj.
Zeszla z moich pleców. Wstalem i rozprostowalem plecy i szyje. Pokrecilem glowa. Szybko zdjalem koszulke i wytarlem sie do sucha.
– A to co? – zapytala Ania wskazujac na moja piers. Podeszla blizej i nacisnela palcem na duza, czerwona plame na mojej klatce piersiowej.
– Chyba ktos tu bedzie mial ladnego siniaka. Nawet nie wiedzialam, ze tak mocno potrafie kopac. – usmiechnela sie jednoczesnie naciskajac mocniej – Boli, jak naciskam?
– Troche.
– A teraz? – nacisnela jeszcze mocniej, caly czas sie usmiechajac i zagryzajac dolna warge
– Tak, boli – rzeczywiscie, zabolalo.
– A to – Ania uderzyla mnie piescia. Zabolalo.
– Boli – steknalem.
– To dobrze. Bedziesz na przyszlosc pamietac, ze konik ma byc posluszny.
– Tak, bede pamietal.
Znowu spojrzala na mnie tymi swoimi wielkimi, blyszczacymi oczyma usmiechajac sie szeroko.
– Zobaczymy… Zalóz rece z tylu i stan prosto. Nie ruszaj sie. Pamietaj, ze dobry konik zawsze slucha polecen i sluzy swojej Pani. Dobry konik musi byc wytrzymaly. Dla dobrego konika wygoda i przyjemnosc jezdzca sa najwazniejsze. Co jest najwazniejsze dla konika?
Zauwazylem pulapke w ostatnim zdaniu. Przed naszym dzisiejszym wyjazdem mówilem tylko o wygodzie jezdzca. Nie wspominalem o przyjemnosci. Z d**giej strony, czy to nie bylo prawie to samo? Caly czas chodzilo mi o to, zeby moja Pani dobrze sie bawila. Jej przyjemnosc, jej dobre samopoczucie, jej zabawa byla przeciez celem mojego istnienia. Jak móglbym odmówic czegokolwiek tej cudownej dziewczynie o wielkich oczach, nosku upstrzonym kilkoma piegami, cudownym usmiechu i stopach najpiekniejszych na swiecie. Z poprzednich moich doswiadczen z nia wiedzialem, ze potrafi byc bardzo ciepla i mila. Dzisiaj dowiedzialem sie, ze posiada tez nature sadystki, która bardzo przypadla do gustu mojej masochistycznej, niewolniczej stronie osobowosci.
– Dla dobrego konika wygoda i przyjemnosc jezdzca sa najwazniejsze. – powtórzylem ostatnie zdanie Ani.
– A ty jestes dobrym konikiem?
– Tak, jestem. Chce byc dla ciebie najlepszym konikiem na swiecie.
– Dobrze. Sprawdze to.
Ania przyjela postawe bokserka. Stalem wyprostowany z rekoma zalozonymi za plecy. Moja Pani zaczela podskakiwac dookola mnie z raczkami zacisnietymi w piastki.
Pac, pac. Dwa szybkie ciosy na mój korpus. Bum – lewy prosty prosto w mój brzuch, a za chwile naprawde silny cios w bok. Odskoczyla nieco do tylu i wychylila sie w prawo i w lewo, tak jakby unikala ciosów. Przyskoczyla blizej i zadala serie ciosów na mój korpus, Jeden z nich trafil w okolice przepony. Zgialem sie wpól i objalem obiema rekami za brzuch.
– Ufffff – glosno wypuscilem powietrze z moich pluc.
– Stan prosto! Nie pozwolilam ci na to!
Wyprostowalem sie z trudem i znowu zalozylem rece za plecy. Ania zacisnela swoje sliczne usteczka i ponownie uderzyla mnie w brzuch. Z calej sily. Bylem na to gotowy, wiec nawet nie drgnalem. Znowu odskoczyla ode mnie na kilka kroków, zamarkowala uniki i skoczyla w moim kierunku zadajac kilka lekkich ciosów.
Wygladala przeslicznie z burza dlugich wlosów powiewajacych dookola jej twarzy przy kazdym podskoku. Jak mozna by nie wielbic takiej dziewczyny i nie chciec spelniac wszystkich jej kaprysów? Powiedziec jej „nie”, nie spelniac natychmiast wszystkich jej polecen, nie dac jej robic ze mna wszystkiego co przyjdzie jej do tej slicznej glówki, powinno byc uznawane zabrodnie – pomyslalem.
„Dobry konik musi byc wytrzymaly. Dla dobrego konika wygoda i przyjemnosc jezdzca sa najwazniejsze” – przypomnialem sobie jej slowa.
Jeszcze kilka razy odskakiwala i przyskakiwala do mnie jak bokser. Za kazdym razem dostawalem kilka ciosów. Jesli udalo jej sie mnie mocniej uderzyc, tak, ze wydawalem z siebie glosne „ufff”, Ania chichotala. W koncu zmeczyla ja ta zabawa. Przyskoczyla do mnie i pociela mi nogi, jednoczesnie popychajac do tylu. Upadlem na plecy.
– Zmeczylam sie troche – powiedziala jednoczesnie opierajac swoja slodziutka piete na siniaku, którego wczesniej mi nabila. Zakrecila nózka i zasmiala sie widzac jak zaciskam usta.
– Wydaje mi sie, ze nabilam ci kilka siniaków wiecej – stanela obiema nózkami na moim brzuchu, po czym duzym placem u nogi zaczela wskazywac miejsca w których zaczynaly pojawiac sie nowe since.
– Tutaj, tuta i tutaj. Dobrze, ze juz koniec wakacji, bo z takimi siniakami wstyd by bylo wyjsc na plaze. Bedziesz musial caly czas nosic koszulke, zeby rodzice nic nie zauwazyli. – mówiac to, przeszla na moja klatke piersiowa i zakrecila bioderkami.
Potem pobujala sie kilka razy do przodu i do tylu przenoszac ciezar ciala z paluszków na piety. O takiej pieszczocie marzylem od momentu, kiedy tylko ujrzalem jej stopy po raz pierwszy. Znowu bylem w siódmym niebie.
– Aniu, czy moglabys cos dla mnie zrobic? Oczywiscie, jesli bedziesz chciala… – odwazylem sie zapytac.
– Jesli pomysl mi sie spodoba, to czemu nie? A co chcesz? – powiedziala nieco podejrzliwie.
– Moglabys kilka razy na mnie podskoczyc? Tak jak na trampolinie.
– Dobrze. Podoba mi sie to. To moze byc ciekawe – odpowiedziala mruzac oczeta.
Najpierw stanela na paluszkach i opuscila sie na piety. Potem delikatnie podskoczyla. Wyciagnalem rece w jej strone, zeby miala sie o co oprzec. Chwycila za moje dlonie i znowu podskoczyla. Nieco wyzej. Usmiechnela sie szeroko.
– Fajnie! I hop, i hop! Iiii hoop – ostatni podskok byl wysoki.
– A teraz: hop, hop, hop, hop, iiii hoop! – cztery razy poskoczyla nisko, obracajac sie w powietrzu, tak, ze jej stópki razy byly skierowane w lewo, a nastepnie w prawo przy ladowaniu. Ostatni podskok, poprzedzony dlugim „iiii hoop” znowu byl wysoki. Wydalem z siebie glosnie „ufff”, co wywolalo salwe smiechu u mojej Pani.
– Glupi, glupi, glupi kooonik. Glupi, glupi, glupi kooonik. Glupi, glupi, glupi kooonik .– zanucila skaczac po moim brzuchu i klatce piersiowej. Ostatnie slowo swej piosenki akcentowala twardszym ladowaniem, przytupem, mozna by chyba powiedziec.
– A teraz na paluszkach! – stanela na palcach i zaczela podskakiwac.
– A teraz piety! – rozsunela stopy na boki i wybijala sie do góry opierajac sie tylko pietami. Ladowala twardo. Przy tej zabawie jej nózka zsunela sie po moim boku. Zostalem za to ukarany silnym kopnieciem w bok.
– Uwazaj! Trzymaj mnie zebym nie spadla!
Ania podskoczyla jeszcze kilka razy, aby na koncu z glosnym „juuu” wyladowac kolankami na mojej piersi. Pochylila sie nad moja twarza.
– Fajnie bylo?
– Bardzo. Jestes wspaniala, wiesz?
– Wiem – zasmiala sie i poklepala po twarzy – Bedziemy musieli kiedys znowu to powtórzyc. Jak juz sie przeprowadzicie ze swoim tata do nas, to bedziemy mogli sie tak bawic czesciej, glupi koniku. Cieszysz sie?
– Oczywiscie, ze tak!
Ania znizyla sie jeszcze bardziej. Jej twarz prawie dotykala mojej. Oparla sie na samych kolanach wbijajac je w moje cialo.
– Lubisz to. Ty naprawde lubisz jak sie nad toba znecam, nie?
– Tak. Nawet nie wiesz jak bardzo. A najbardziej podoba mi sie jak cos mi zrobisz i sie potem smiejesz. Uwielbiam, kiedy to sprawia ci radosc. Tak jak wtedy na górce albo jak kazalas mi biec szybciej, chociaz nie mialem juz sil i caly czas mnie kopalas. Do tego jeszcze kazalas mi opuscic glowe, zeby wygodniej usiasc. To bylo wspaniale. I nie wiem, czy zartowalas, czy mówilas serio, ze to tylko twoja zasluga, ze udalo ci sie wjechac na te górke. Ale tak naprawde bylo, to byl twój sukces. Gdyby nie ty, nie dalbym rady tam sie wdrapac. Bylem szczesliwy, kiedy na szczycie zaczelas sie cieszyc. Wiesz: krzyczec, podskakiwac, kopac mnie.
– Nie boisz sie, ze zrobie ci jakas krzywde?
– Troche. Ale bardziej sie boje, zeby tobie nic sie nie stalo.
– Milo z twojej strony, ze sie tak o mnie troszczysz. Fajnie jest sie tak nad toba znecac, ale nie chce cie skrzywdzic. Jak cos bedzie zle, albo juz nie bedziesz mógl wiecej wytrzymac, albo uznasz, ze cos jest zbyt niebezpieczne, po prostu powiedz, ze masz dosc. Wtedy przerwe zabawe. Powiesz?
– Dobrze. Jak powiem, ze mam dosc, to znaczy koniec zabawy. Ale dopóki tego nie powiem, to bawimy sie tak dlugo jak chcesz i robisz ze mna co tylko ci przyjdzie na mysl. Tak?
– Dokladnie.
– Ania, a tobie co sie podoba w tej zabawie najbardziej?
– Chyba to, ze moge ci kazac zrobic cokolwiek, moge cie prac po pysku, wyzywac i kopac, a ty i tak bedziesz mi za to wdzieczny. Lubie wladze, lubie toba pomiatac i rzadzic. No i to uczucie… Wiesz, jak juz widze, ze nie masz sily, a ja cie dalej popedzam, a ty sie starasz biec szybciej i jeszcze caly czas pilnujesz, zeby mi bylo wygodnie. Wtedy mam takie poczucie bycia kims wyjatkowym, bycia najwazniejsza osoba na swiecie. Czuje sie jak królowa, od której kaprysu zaleza losy swiata. No, moze nie swiata, ale przynajmniej jednej osoby. I to jest super! – Ania rozesmiala sie – A po za tym, lubie sprawiac ci ból.
Na potwierdzenie tych slów, moja Pani uderzyla mnie w twarz. Usmiechnalem sie do niej.
– No to poza ksiazkami, filmami i gustem kulinarnym mamy jeszcze jedno wspólne zainteresowanie. Szkoda, ze muzyki do bani sluchasz.
– Gdyby to powiedzial ktos, kto ma jakikolwiek gust muzyczny, to pewnie bym sie obrazila. Ale i tak tego pozalujesz. – powiedziala ze smiechem – A teraz pomóz mi wstac.
Trzymajac sie moich rak, znowu stanela na moim brzuchu. Zgiela paluszki u stóp i wspiela sie na nie, wbijajac je gleboko w moje cialo.
– A teraz sobie pojezdzimy. Chce zobaczyc, jak dlugo wytrzymasz. Chce wiedziec jak bardzo ci zalezy, zeby sprawic mi jak najwiecej przyjemnosci. Masz dawac z siebie caly czas 100%. Jak juz nie bedziesz mógl wytrzymac albo cos sie stanie masz powiedziec, ze masz juz dosc. Zrozumiano?
– Tak.
– No i pamietaj, ze dla dobrego konika co jest najwazniejsze?
– „Dla dobrego konika wygoda i przyjemnosc jezdzca sa najwazniejsze” – wyrecytowalem.
– O wlasnie. Niewazne co bede ci kazala zrobic, jak bardzo bedziesz zmeczony i obolaly, masz daly czas o tym pamietac. Ja jestem najwazniejsza. A tym razem bedzie ciezko, duzo ciezej niz poprzednio. Postaram sie, zebys podejscie pod poprzednia górke wspominal jak spacerek po plazy, w porównaniu z tym co z toba teraz chce zrobic. Mówie serio, chce zobaczyc jak duzo wytrzymasz i nie bedzie litosci. Bede cie traktowac jak totalna szmate i karac za kazde nieposluszenstwo. Ty masz za to caly czas traktowac mnie jak królowa. Watpie, czy wytrzymasz do konca, ale jesli tak, to bedziesz wykonczony i obolaly jak skoncze. Jesli nie czujesz sie na silach, powiedz.
– Dam rade. A przynajmniej spróbuje. Mozesz zrobic ze mna cokolwiek chcesz, ale pod jednym warunkiem.
– Mhh… Jakim?
– Masz sie dobrze przy tym bawic. I sie mna nie przejmowac. – odpowiedzialem.
– Uwierz mi, bede sie swietnie bawic.
Ania usmiechnela sie i przygryzla dolna warge. Juz wiedzialem, ze rzeczywiscie zaplanowala cos bolesnego i upokarzajacego.
Zeskoczyla z mojego brzucha, stajac nade mna w rozkroku. Obrócilem i przesunalem tak, zeby kucajac umiescic swoje ramiona i szyje pod jej posladkami. Moja Pani usiadla na moich ramionach i pociagnela za wlosy. Podnioslem sie powoli, pochylilem glowe, wystawilem dlonie, zeby mogla postawic na nich swe stópki i poczekalem, az usiadzie wygodniej. Powiercila sie troszeczke i przesunela prawa noge blizej srodka. Jej malutka nózia byla ubrudzona piaskiem. Wiedzialem co robic. Delikatnie strzepnalem piasek z jej stopy, po chwili zrobilem to samo z d**ga.
– Wio! – lekkie kopniecie mojej bogini wprawilo mnie w ruch. Przechylila sie lekko i kazala skrecic. Po doslownie dwóch krokach zatrzymalem sie. Ania lekko uderzyla mnie w glowe. Poslusznie przykleknalem. Przede mna lezal plecak, na którym spoczywaly sandalki mojej Pani i rzucona przez nia butelka wody. Woda – juz dawno nie bylem tak spragniony. Poczulem suchosc w ustach.
– Podaj mi wode.
Wzialem butelke. Ania pociagnela mnie za wlosy. Poslusznie wstalem. Moja Pani wziela wode i wypila kilka lyków. Oparla swoje ramiona o moja glowe w ten sposób, aby butelka z woda znalazla sie w zasiegu mojego wzroku. Poruszyla paluszkami stóp.
– Wiesz, mam caly czas piasek miedzy paluszkami. Wziales wiecej wody, czy tylko to?
– Mam jeszcze litr w plecaku.
– Fajnie. To zanim ruszymy, moze wyplucze piasek z nóg. A tobie nie chce sie pic?
– Chce…
– Mhh. Fakt, juz poprzednio mówiles. Tutaj juz duzo nie zostalo – upila jeszcze troche i pokazala mi zawartosc butelki. Byla jeszcze w jednej trzeciej pelna. Pomachala butelka przed moimi oczyma. Draznila mnie specjalnie. Wiedziala, ze jestem spragniony.
– d**ga butelke chce sobie zostawic na pózniej. To ledwo wystarczy na oplukanie moich nóg.
Wziela jeszcze jednego lyka, a potem pochylila sie nieco do przodu. Wysunela stópke i zaczela ja polewac woda. Objalem jej stope dlonmi i zaczalem myc. Ania sie zasmiala. Wystawila d**ga nózke i polala ja woda. Te tez objalem i zaczalem delikatnie zmywac ziarenka piasku od góry do dolu. Obmylem jej sródstopie, step. Moje dlonie dotykaly jej paluszków i przerw miedzy nimi. Usunalem piasek z jej piet i podeszw. Jakie ona miala (i ma) piekne stopy! Takie delikatne i ksztaltne. Po prostu piekno w czystej postaci, jak zreszta cala Ania. Szkoda tylko, ze trwalo to tak krótko.
– Mozesz wytrzec.
Przykleknalem, starajac sie trzymac plecy prosto, zeby moja Pani mogla spokojnie siedziec i wytarlem jej stopy. Potem wstalem, w pelni gotowy wykonac kazde polecenie mojej Królowej.
– Dziekuje Aniu. Jestes cudowna. Jeszcze nigdy nie bylem taki szczesliwy.
Nic nie odpowiedziala. Zasmiala sie tylko cicho, poklepala po twarzy i przechylila leciutko w lewo. Obracalem sie powoli i po silnym kopnieciu w brzuch zaczalem biec. Ania kopnela mnie jeszcze dwa razy za calej sily. Postaralem sie jeszcze przyspieszyc. Dziewczyna na moich ramionach zasmiala sie glosno i krzyknela:
– Wio, koniku, szybciej!
Znowu poczulem serie silnych kopniec. Nie moglem juz bardziej przyspieszyc. Po kilkunastu metrach Ania przechylajac sie kazala mi skrecic w prawo, a po chwili jeszcze bardziej w prawo. Teraz bieglem tuz przy brzegu morza. Zaczynalem slabnac. Staralem sie utrzymac tempo, ale slabo mi to wychodzilo. Mój cudowny jezdziec znowu przypomnial mi kto tu rzadzi. Bieglem w miare szybko, jak na kogos z piecdziesieciokilowym obciazeniem na ramionach, ale dla mojej Pani to bylo za malo.
– Szybciej szmato, szybciej mówie!
Tym razem oberwalem w twarz i dostalem serie szybkich kopniec. Przez sekunde mialem problem, zeby znowu ujac stopy mojej Królowej w „strzemiona”. Przez chwile balem sie, ze mój cudowny Aniol spadnie. Na szczescie nic sie nie stalo. Pochylilem nizej glowe, aby zapewnic jej jak najwygodniejsza pozycje do siedzenia. Pomimo zmeczenia udalo mi sie zmusic swoje cialo do jeszcze wiekszego wysilku.
Ania scisnela moja szyje udami. Zwolnilem. Posluszny jej poleceniom spokojnym, spacerowym krokiem wszedlem w morze. Moja Pani nakazala mi sie zatrzymac dopiero kiedy fale zaczely obmywac jej stopy. Dla mnie oznaczalo to zanurzenie az do pasa.
– Zimna woda. Mogla by byc troche cieplejsza, nie?
– Tak. Dosyc zimna. – odpowiedzialem.
– Wiesz, nie bede dalej wchodzic. Tak sobie tylko troche stopy zamocze. Ale jakby szla jakas wyzsza fala, to postaraj sie mnie podniesc wyzej. Dobra?
– Bardzo dobry pomysl!
Przez chwile Ania moczyla stopy w falach morza. Kiedy tylko widzialem wyzsza fale prostowalem sie i staralem lekko uniesc na palcach. Moja Pani byla zadowolona, bo gdy wychodzilismy z wody poklepala mnie po policzku:
– Dobry konik. Bede miala dla ciebie niespodzianke, ale najpierw troche pocwiczymy.
Ania zasmiala sie cicho po czym zaslonila mi oczy dlonmi. Nic nie widzialem. Kazala mi najpierw isc prosto, potem troche poskrecala w rózne strony. Kopniakami i scisnieciami swoich ud kazala mi przyspieszac do dosyc szybkiego biegu i zwalniac do wolnego marszu. Kazala mi kilka razy kucnac i powstac. Nie wypowiedziala w tym czasie zadnego slowa, tylko od czasu do czasu sie smiala. Po kilku minutach zatrzymala mnie mocnym scisnieciem swych nózek i pociagnieciem za wlosy.
– A to jest moja niespodzianka dla ciebie. Mozesz podziekowac.
Cofnela dlonie i zobaczylem niespodzianke. Stalem przed kolejna wydma. Wyzsza niz ta, na która wspinalem sie poprzednio.
– Dziekuje, moja Pani. – powiedzialem. Bylem zmeczony ostatnia seria „cwiczen” i mój glos pewnie nie zabrzmial zbyt pewnie. Ania slyszac to, zasmiala sie.
– Wiecej wiary we mnie. Poprzednio tez nie wierzyles, ze dam rade podjechac pod górke. Spoko, dam rade. Najwyzej odrobinke sie zmecze. Nie martw sie. – poklepala mnie po policzku – Najpierw jednak troche sie przygotuje. Nie ruszaj sie, póki nie powiem.
Caly czas sie smiejac zlaczyla stópki i mocno scisnela moja szyje udami jednoczesnie sie prostujac. Przytrzymalem jej nogi, zeby miala oparcie. Wyciagnela rece w góre i sie przeciagnela. Kilkukrotnie wychylila sie do przodu i do tylu, tak, ze musialem mocno ja przytrzymac. Potem wykonala kilka skretów tulowia w prawo i lewo. Zaczelo mi brakowac powietrza, ale dzielnie staralem sie dalej stac bez ruchu. Po chwili Ania opadla z powrotem na moje ramiona. Pokrecila sie troche, kilka razy podskoczyla, pochylila moja glowe i przesunela sie nieco do przodu, siadajac wygodnie. Sprawdzila swoje „strzemiona”, opierajac sie o moje dlonie calym ciezarem ciala. Kopnela mnie mocno trzy razy prawa stópka w brzuch, to samo zrobila za chwile uzywaja lewej nózki.
– Próba przyspieszacza. Raz.. Dwa… TRZY – ostatnie kopniecie bylo naprawde mocne. Skulilem sie lekko, co oczywiscie wywolalo chichot Ani. Mój Aniolek byl szczesliwy.
– Jestem gotowa. Wio!
Ruszylem truchtem. Tak jak poprzednio wytracilem wiekszosc pedu juz na samym dole. Zaczalem wspinaczke. Caly czas pamietalem, zeby trzymac sie w miare prosto, z pochylona glowa, aby Ania miala jak najwygodniejsze siedzenie. Bylo to o tyle trudne, ze moja Pani caly czas mnie popedzala, kopiac bezlitosnie.
– Szybciej, mieczaku, szybciej. Ruszasz sie jak slimak, szmato!
W pewnym momencie noga obsunela mi sie na piaszczystym podlozu. Ania uderzyla mnie w glowe. Tym razem nie jak poprzednio otwarta dlonia, ale piescia. Zabolalo.
– Uwazaj, jak leziesz, smieciu.
– Przepraszam, Aniolku.
– Nie przepraszaj, tylko jedz! Szyb-ciej gno-ju!
Przy ostatnich slowach cztery razy oparla sie na moich dloniach, wyprostowala nieco i opadla ciezko na moje ramiona. To tez zabolalo. W koncu udalo mi sie „zdobyc” pagórek. Ania zatrzymala mnie doslownie na sekunde na szczycie. Tam znowu poprawila swoja pozycje na moim grzbiecie i silnym kopnieciem nakazala ruszyc, tym razem na dól. Zszedlem. Mialem nadzieje na chwile odpoczynku, ale sie przeliczylem.
– Jeszcze raz. Ma byc szybciej. Ruszaj. Tylko mnie nie zawiedz gnoju, bo pozalujesz.
Znowu pobieglem w kierunku górki. Nie chcialem jej zawiesc. Nie dlatego, ze balem sie jej pogrózek, ale dlatego, ze byla tym wszystkim o czym zawsze marzylem. Piekna, inteligentna i sadystyczna. Znowu zmuszala mnie do jeszcze wiekszego wysilku kopnieciami swych cudownych stópek i uderzeniami piastek. Zadawala sie zupelnie nie przejmowac tym, ze pot plynie ze mnie strumieniami i ciezko oddycham, a nogi odmawiaja mi powoli posluszenstwa. Chciala tylko, zeby jej „szmata”, „gnój”. „mieczak” jak najszybciej wniósl ja na góre. I wszedlem. Szybciej niz poprzednio. Udalo sie. Stanalem na szczycie z moja piekna Pania.
– Dobry konik – znowu poklepala mnie po policzku. – Calkiem dobry czas, jak mi sie wydaje. Lepiej niz poprzednio. Zrobimy to jeszcze raz. Jedziemy.
– Aniu – wycharczalem – nie mam sil…
– Masz juz dosc?
– Nie. Zmeczony. Jestem. Bardzo.
– No to co z tego? Jak ci kaze jechac, masz jechac.
Na potwierdzenie tych slów dostalem serie kopniaków i dodatkowo na zachete Ania pociagnela mnie za wlosy na skroniach. Ciezko zszedlem z górki i ponownie rozpoczalem wspinaczke. Tym razem juz wolno. Nie mialem sil. Ania dopingowala mnie na swój sposób. Czyli znowu mnie wyzywala od szmat, debili i smieci. Kopala mnie, ciagnela za wlosy. Zaczela tez podskakiwac. Po jednym z tych poskoków zachwialem sie lekko i aby ratowac sytuacje upadlem na kolana. Moja Bogini nie docenila wysilku, który wlozylem w to, zeby nie spadla. Zlozyla stopy razem i zaczela mnie dusic udami jednoczesnie policzkujac.
– Uwazaj debilu jak chodzisz. Myslisz, ze ziemniaki niesiesz, czy co?
Nie mialem sil odpowiedziec. Ania rozluznila uscisk, chwycila za moje wlosy i pochylila moja glowe do przodu. Poprawila sie, wysunela stopy do przodu, bym mógl znowu je objac i powiedziala.
– Jeszcze raz tak zrobisz, to oberwiesz. Teraz zejdziesz na dól i rozpoczniesz od poczatku. Jesli poczuje jakis wstrzas, rozpoczniesz od nowa. Masz mnie wniesc na góre tak delikatnie, jakbys wnosil najdelikatniejszy kwiat. Wio!
Mój delikatny kwiatek wcale nie wykazal sie delikatnoscia wzgledem mnie. Ania popedzila mnie kopniakiem na dól, tam zawrócila i bez zadnej przerwy znowu skierowala na górke. Nogi sie juz pode mna trzesly. Zachwialem sie juz na poczatku podejscia. Moja Pani bez slowa zdzielila mnie w pysk i zawrócila.
– Jeszcze raz, palancie. Wio!
Znowu ruszylem zdobywac szczyt. Ania popedzala mnie kopniakami. Juz nie moglem wytrzymac, z oczu zaczely mi leciec lzy. Ale szedlem pod górke. Znowu sie potknalem. Mój jezdziec bez slowa znowu zawrócil mnie na linie startu. Tym razem kazala mi sie na chwile zatrzymac. Nabralem powietrza w pluca i zaczalem prawie normalnie oddychac.
– Jeszcze raz. Delikatnie, pamietaj. Wio!
Kopniak obudzil mnie znowu do zycia. Ruszylem powoli. Tym razem Ania nie popedzala mnie tak bardzo. Zmaltretowany i zmeczony wdrapalem sie na szczyt. Mialem problemy z oddychaniem i nogi trzesly mi sie ze zmeczenia.
– Dobry konik. Jak chcesz to potrafisz. Mówilam, ze wjade i wjechalam! Trzy razy pod rzad! Jestes dumny ze mnie?
Nie dalem rady odpowiedziec, tylko ciezko oddychajac pokiwalem glowa. Podnioslem jej dlon do ust i delikatnie ucalowalem jej wnetrze. Ania zasmiala sie szczerze.
– Widze, ze konik jest dumny i wdzieczny. Calujesz raczke, która cie bila, zebys biegl szybciej?
Znowu pokiwalem glowa.
– d**ga tez cie uderzylam kilka razy…
Przysunela lewa dlon do moich ust. Te raczke tez ucalowalem. Ania zasmiala sie i dotykajac czubka glowy nakazala kleknac. Zeszla z mych ramion i stanela przede mna.
– Moje nózie tez sie nameczyly. Nawet nie wiesz, jakie to meczace kopac cie caly czas, zebys nie zwalnial…
Pochylilem sie do jej stópek, zeby je ucalowac. Byly takie piekne. Marzylem o tej chwili. Myslalem, ze moze gdzies w odleglej przyszlosci dostapie tego zaszczytu, a oto teraz, zanim jeszcze przeprowadzilismy sie do jej domu mialem okazje pocalowania jej stóp. Zrobilem to z wielkim uczuciem i szacunkiem.
Wyprostowalem sie i spojrzalem w góre na jej usmiechnieta twarz.
– Dziekuje, Królewno. Jestes wspaniala – wysapalem. Ania usmiechnela sie szeroko i objela moja twarz obiema dlonmi.
– Fajny jestes, wiesz? Lubie cie, naprawde. Chcesz troche odpoczac?
Pokiwalem glowa.
– Dobrze, jak chcesz odpoczac, to mozesz odpoczac. Chociaz ja wolalabym jeszcze troche pojezdzic.
Przygryzla warge i zmruzyla oczy. Czekala na moja odpowiedz. Spojrzalem w te rozesmiane oczeta i na jej piekna twarz. Chcialem jej sluzyc i ja wielbic. Jesli chciala jeszcze pojezdzic, zbrodnia byloby pozbawic ja tej przyjemnosci. Byla taka cudowna! Kimze ja bylem, aby móc jej czegokolwiek odmówic? Ujalem znowu jej dlonie, obejmujace caly czas moja twarz i ucalowalem je.
– Jezdzic. – powiedzialem caly czas lapiac z trudem powietrze i pochylilem sie do samej ziemi, zeby znowu ucalowac jej stopy. Ania ze smiechem pozwolila mi na to.
– Jak sobie zyczysz. – powiedziala.
Obrócila sie i usiadla na moich barkach. Wyprostowalem sie. Wyciagnalem do przodu swoje dlonie na których Ania oparla swoje nózki. Pochylila moja glowe do przodu i podskoczyla dwa razy na mojej szyi. Potem uderzyla mnie mocno w twarz.
– Wiesz za co? – zapytala.
– Nie.
– Bez powodu. Bo mi sie tak spodobalo – zasmiala sie. Przyblizyla dlon do mojej twarzy. Pochylilem glowe nieco nizej i ja pocalowalem. Dostalem w lewy policzek. Pani podsunela mi lewa dlon. Te tez ucalowalem.
– Fajnie. Lubie to! – uderzyla mnie obiema dlonmi równoczesnie – Ty tez lubisz, nie?
– Tak – odpowiedzialem ponownie calujac wnetrza jej dloni.
Pociagnela mnie za wlosy i wstalem. Z trudem, ale wstalem.
– To co teraz? Chcesz mnie troche powozic, zeby mi sprawic przyjemnosc powiadasz… Co powiesz na to, ze znowu sobie podjedziemy pod te górke? Fajny pomysl?
– Bardzo.
– Dobrze. – Kopnela mnie nózkami i ruszylem w dól.
Po zejsciu nakazala mi zawrócic i skierowala z powrotem w kierunku wydmy. Nie dotarlismy jednak nawet do jej podnóza, gdy mocnym uciskiem ud i pociagnieciem za wlosy osadzila mnie w miejscu.
– Zmienilam zdanie. Najpierw pic.
Ania pokierowala mna do plecaka. Tam nakazala znowu kleknac i podac jej wode. Wypila maly lyczek.
– Wiesz co? Odpoczne sobie jednak najpierw, a pózniej zobaczymy co przyjdzie mi do glowy. Zrób mi laweczke.
Powoli, aby przypadkiem nie stracila równowagi opadlem na rece i obnizylem sie do pozycji, w której ustawila mnie poprzednio: posladki oparte na pietach, plecy prosto, przód ciala wspierajacy sie na lokciach, glowa prosto.
Ania przesunela sie bardziej na moje plecy. Podlozyla jedna nózke po swoje posladki a d**ga postawila na piasku. Gdy to robila, cicho jeknalem, bo jej kolano dosyc bolesnie wilo sie w moja lopatke. Nie zrobilo to na niej najmniejszego wrazenia. Znowu napila sie wody, po czym wstala i polozyla butelke kolo plecaka.
– Patrz, piasku mi do sandalków nawialo. Moze postawie je wyzej.
Z tymi slowami znowu usiadla na moich plecach. Nie starala sie byc przy tym ani delikatna, ani jakos szczególnie zlosliwa. Po prostu siadla na mnie jakbym byl zwykla lawka, przedmiotem, krzeslem, które jest po zwyczajnie uzyteczne i nie zasluguje na jakies szczególne traktowanie. Bylo w tym dla mnie cos podniecajacego. Moja Pani uzywa mnie tak jak jej sie podoba, traktuje mnie jak przedmiot.
Podobnie zrobila, kiedy juz usiadla i zaczela wytrzepywac piasek ze swoich bucików.
– To jeszcze tydzien i wracamy do domów. Kiedy dokladnie zaczynacie przeprowadzke?
Mówila te slowa najbardziej naturalnym tonem, jednoczesnie uderzajac mocno swoimi sandalkami w mój bok. Pewnie sami nie raz tak robiliscie, kiedy w parku kamyk wpadl wam do buta i chcieliscie sie go pozbyc siedzac na lawce. Zwykla czynnosc. Jedyna róznica, ze lawka byla zyjaca i czujaca ból istota, czyli ja. Zabolalo i troche sie poruszylem. Jedyna reakcja Ani byl krótki smiech, nic wiecej.
Postawila sandalki na dole moich pleców, kazala mi nieco uniesc tylek do góry i nizej opuscic glowe. Zmienila pozycje – teraz siedziala na moich plecach twarza w strone morza, opierajac obie stopy na mojej glowie.
Gdyby ktokolwiek przechodzil tamtedy w tym momencie, zobaczylby najdziwniejszy widok na swiecie. Piekna dziewczyna siedzaca na mlodym chlopaku i rozmawiajaca z nim o planach przeprowadzki i nowej szkole.
Kilka razy kazal mi zmienic pozycje, zeby wygodniej usiasc. Raz tylko wstala, zeby podejsc do plecaka i wyjac z niego kanapki, które przygotowalem na sniadanie. Pochwalila mnie nawet za to, ze sa smaczne, ale nie zaproponowala mi ani sniadania, ani picia. W czasie tej rozmowy chyba po raz pierwszy padlo imie Agnieszki, jej najlepszej przyjaciólki, która w przyszlosci miala równiez odegrac niebagatelna role w moim zyciu.
Bylem zmeczony, ale szczesliwy. W lydce zaczal mnie lapac kurcz, o którym powiedzialem mojej Pani. Nie przejela sie tym. Wyrazila tylko swoje wspólczucie, bo tez kiedys miala skurcz i wie, ze to jest bolesne. Nadal jednak jadla sniadanie siedzac na moich plecach opierajac lewa stópke na mojej glowie Caly czas prowadzila ze mna bardzo mila konwersacje.
Kiedy skonczyla jesc, powiedziala.
– Cieplo sie robi. Moze sie troche poopalamy i poplywamy? Co ty na to?
– Ja to chyba tylko sie poopalam – odparlem.
– Jak wolisz. Ja sie przebieram i ide poplywac. Rozlóz reczniki i jak chcesz mozesz cos zjesc i sie napic. Tylko nie pij za duzo. Zostaw mi troche wody, bo po plywaniu zawsze chce mi sie pic.
Wstala, zdjela ze mnie sandalki i sciagnela swoje ubranie. Pod spodem miala dosyc skapy strój kapielowy. Wygladala wspaniale, gdyby nie to, ze caly czas mialem erekcje, to pewnie dostalbym jej w momencie patrzenia na to jak sie przebiera. Rzucila ubrania na piasek i pobiegla w morze. Ja wstalem i troche sie przespacerowalem po plazy i rozciagnalem miesnie. Wszystko mnie bolalo: szyja, barki, poobijana klatka piersiowa, miesnie. Popatrzylem na Anie pluskajaca sie w wodzie. Co za dziewczyna! Jeszcze raz postanowilem, ze zrobie wszystko, by móc byc jej niewolnikiem.
Rozlozylem reczniki i podnioslem jej ubrania z piasku. Wytrzepalem je i zlozylem w kostke. Po tym sam polozylem sie na reczniku i napilem sie nieco wody. Nie za duzo, tak zeby wiekszosc zostawic dla mojej Bogini. I bylem znowu szczesliwy.
Ania przez kilkanascie minut plywala w morzu. Obserwowalem ja z plazy caly czas zachwycajac sie tym widokiem. Piekna, inteligentna, oczytana, ze wspanialym poczuciem humoru. No i wisienka na torcie – sadystka. Przyszlosc zapowiadala sie ciekawie dla kogos takiego jak ja, z wrodzona natura niewolnika.
Moja Pani w koncu wyszla z wody. Wziela recznik i stanela mokrymi nóziami na mojej klatce piersiowej i zaczela sie wycierac.
– Fajna woda. Na poczatku bylo troche zimno, ale mozna sie przyzwyczaic. Jestes pewien, ze nie chcesz poplywac?
– Jakos zmeczony jestem – odpowiedzialem z usmiechem.
– Zaluj. Naprawde fajnie jest poplywac tak wczesnie. Ale jak chcesz. – rzucila recznik na moja twarz. – Mozesz wytrzec mi nogi.
Zrobilem, jak kazala. Wytarlem jej nózki. Zeby wytrzec jej stopy, Ania musiala stanac na jednej nodze, nieco sie przy tym zachwiala, stracila równowage i zsunela na piasek.
– Ostroznie, bo sie przewróce – zasmiala sie, po czym podskoczyla i wyladowala na kolanach na mojej piersi. Uderzyla mnie leciutko w twarz.
– Niedobry konik! Powinienes bardziej dbac o to, zebym nie spadla. Teraz bede musiala cie ukarac. Podaj mi rece.
Podalem jej moje rece. Oparla sie o nie, zeby utrzymac równowage i podskoczyla. Zagryzla dolna warge i przykucnela na mojej piersi.
– Boli?
– Tak. – odpowiedzialem.
Ania przechylila sie do przodu, opierajac caly ciezar ciala na paluszkach, wbijala je gleboko w moja klatke piersiowa tuz w okolicy obojczyków. Przygladala sie mojej twarzy z mina dziecka, które wlasnie zlapalo owada do sloika i patrzy jak sie bedzie zachowywac. Wygladala na zafascynowana moim wyrazem twarzy. Milem zacisniete zeby i przymkniete oczy. Przeniosla ciezar ciala jeszcze bardziej na swoje paluszki. Juz nie opierala sie na calych palcach, tylko przygiela je i próbowala stanac na samych czubkach. Steknalem z bólu i lekko sie poruszylem.
– Nie ruszaj sie. Wytrzymaj jeszcze, az skoncze. To ma byc kara, a nie pieszczota. Musi bolec, zebys zapamietal na przyszlosc, ze musisz bardziej sie starac, zeby nie stala mi sie krzywda.
– Przepraszam Aniolku. Bede sie bardziej staral. Moja wina. Juz wystarczy, prosze.
– Dobrze, wystarczy. – zeskoczyla stajac nade mna w rozkroku – Nastepnym razem bedzie gorzej. Rozumiesz?
– Tak, rozumiem. I dziekuje za lekcje.
– Prosze bardzo i polecam sie na przyszlosc – zasmiala sie.
– Jestes sadystka, wiesz?
– Wiem. I ciesze sie, ze ciebie spotykalam. Jak juz sie do nas przeprowadzicie, to dopiero zobaczysz do czego jestem zdolna. Wychowam sobie ciebie na poslusznego sluge. Cieszysz sie?
– Oczywiscie, ze tak. I obiecuje pelna wspólprace w wychowywaniu mnie. I co wiecej, obiecuje, ze wychowam ciebie na prawdziwa Pania. Kocham cie.
– Ja ciebie tez, braciszku. – Ania zasmiala sie. – Mozemy sie zbierac. Wystarczy tego na dzisiaj.
– OK. – odpowiedzialem
Wstalem, ubralem sie i spakowalem rzeczy do plecaka. Ania w tym czasie przebrala sie w suche ubranie. Zalozylem plecak i podszedlem do niej.
– Jedziemy? – zapytalem.
– Oczywiscie, obiecales mi przeciez dzisiaj przejazdzke.
Obrócila sie do mnie plecami. Przykucnalem i wzialem ja na ramiona. Moja Pani usadowila sie wygodnie, poprawila pozycje i wysunela stópki do przodu. Chcialem je wyczyscic, ale poniewaz mialem jej sandalki w rekach wyszlo to troche niezrecznie.
– Daj, przytrzymam.
Podalem jej buciki, a sam zaczalem tak jak poprzednio usuwac piasek z jej stóp. Ania tymczasem przyjrzala sie swoim sandalkom.
– Patrz, znowu piasku mi sie do butów nasypalo.
Poczulem uderzenie w glowe. Moja Królewna zaczela wytrzepywac to co nasypalo sie do jej bucików o moja glowe. Uderzenia nie byly zbyt mocne. Znowu jednak poczulem dziwne podniecenie. Oto moja Pani uzywal mnie jak zwyklego przedmiotu. Czyz to nie cudowne?
– Tutaj mi sie cos do buta przykleilo, i nie chce zejsc… Co to jest?
Podala mi swojego sandalka. Rzeczywiscie do podeszwy przykleil sie kawalek czegos. Jakis listek, czy tez kawalek papieru.
– Nie wiem, ale zaraz wyczyszcze.
Przysunalem podeszwe do moich ust i zaczalem ja lizac.
– Tfuj, to jest wstretne… Nie, nie przerywaj. I zjedz to. – dodala, gdy odsunalem buta od moich ust. Znowu mocno docisnalem bucika i jezykiem usunalem brud z podeszwy.
– Polknales to? – zapytala.
– Tak, to jest przeciez brud z twojego bucika. Chyba twoim rzeczom tez powinienem okazywac szacunek? Nie tylko tobie samej. A to przeciez byl jakis paproch, który sie przylepil do twojego sandalka. Jak inaczej moglem pokazac jak bardzo kocham ciebie i twoje buciki? Jestem po to, by ci sluzyc.
– Podoba mi sie to. Ohydne, ale serio mi sie to spodobalo. Wyczysc tak samo d**giego sandalka.
Ania oparla sie o moja glowe i wychylila, zeby zobaczyc, jak jezykiem czyszcze podeszwe jej d**giego buta.
– Fajnie bedzie. A teraz jedziemy.
Wsadzila mi swoje sandalki do buzi. Przytrzymalem jej stopy. Ania kopnela mnie.
– Wio!
Ruszylem truchtem do domu. Utrzymywalem w miare równe tempo przez caly czas, az do domu. Mialem tylko jedna krótka przerwe tuz po zejsciu z plazy, gdzie moja Pani zalozyla sandalki. Wlasciwie, to kazal mi to zrobic, co tez uczynilem z radoscia, calujac kazdego bucika, zanim nalozylem go na jej piekna stópke. Spotkalo sie to z aprobata mojego jezdzca. Sam pobieglem do domu boso – Ania nie chciala marnowac czasu na zakladanie przeze mnie butów.
To byla ostatnia tego typu przygoda podczas tych wakacji. Przez nastepne dwa dni bylem zbyt obolaly, zeby znowu pokusic sie o kolejna wyprawe. Po powrocie do domku, zwalilem sie na moje lózko i odpoczywalem. Ania przyniosla mi nieco pózniej cos do picia i jedzenia. Po poludniu, zgodnie z obietnica zabralem ja na lody i jako podziekowanie za cudownie spedzony czas kupilem bransoletke na kostke. Widzialem przedtem, ze jej sie podobala, ale byla dla niej nieco za droga.
Ania podziekowala mi za mila zabawe na swój sposób. Nastepnego dnia, wieczorem, kiedy wrócila znad morza, tradycyjnie usiadla kolo mnie i zabrala pilota do telewizora. Zaczela szukac czegos do ogladania.
– Piotrek, mam prosbe. A wlasciwie dwie.
– Tak? Co moge dla ciebie zrobic? – zapytalem.
– Po pierwsze, cos mi sie przykleilo do podeszw conversów. – Wskazala na swoje czerwone buciki. – Badz tak mily i wyliz je, tak jak zrobiles z sandalkami. A potem zrób mi masaz stóp.
Nie trzeba bylo mi dwa razy powtarzac. Natychmiast rzucilem sie na ziemie i zaczalem lizac jej buciki. Dokladnie, powoli, z szacunkiem, przygladajac sie ukradkiem jej usmiechnietej twarzy. Pózniej sciagnalem jej conversy i skarpetki, i rozpoczalem masaz.
Nie moglem sie doczekac, kiedy zamieszkamy pod jednym dachem.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir

antep escort izmir escort tuzla escort