Uncategorized

Wyznanie Anny

Wyznanie Anny
To opowiadanie jest swego rodzaju wyznaniem. Jest to dla mnie sprawa tak intymna i tak wyjatkowa, ze nie moge sie podzielic nia nawet z najblizsza przyjaciólka. A mimo to jest we mnie jakas ekshibicjonistyczna chec podzielenia sie ta historia z kims innym. Chce w jakis sposób powiedziec o tym swiatu, a jednoczesnie pozostac ukryta za zaslona sieciowej anonimowosci. Mysle, ze nie jestem jedyna osoba z podobnymi przezyciami… a moze wlasnie jest wrecz przeciwnie? Czy to potrzeba jakiejs autoterapii? Ale z d**giej strony, nie chce niczego w sobie naprawiac… Wiem, dziwnie to brzmi, ale miotaja mna sprzeczne emocje – stad moze ten chaotyczny poczatek… Moze to nie jest tekst napisany pieknym, literackim jezykiem. Moze nie jest podniecajacy. Ale jest szczery. Jest mój. To moja historia.
Jestem zwykla, przecietna dziewczyna. Ani zbyt ladna, ani zbyt brzydka. Od kilku lat mieszkam w duzym miescie, do którego przeprowadzilam sie z rodzinnego miasteczka, w którym sie wychowywalam. Od czasu rozpoczecia studiów praktycznie odcielam sie od srodowiska, z którego wyroslam. Poznalam nowych znajomych, zaczelam obracac sie w studenckich kregach. Wiadomo: imprezy, wspólne wypady w góry, pierwsze powazniejsze romanse… Zycie jednej z wielu studentek.
Jeszcze podczas studiów, zaczelam pracowac. Szlo mi dobrze, choc ucierpialo na tym troche zycie towarzyskie. Ale przynajmniej bylam samowystarczalna. Przestalam zastanawiac sie nad powrotem w rodzinne strony. Dorobilam sie samodzielnego mieszkania (choc oczywiscie musialam tez troche skorzystac z pomocy rodziców). Niewielkiego, ale wlasnego. Mozna wiec powiedziec, ze stanelam na wlasnych nogach. W dodatku dostalam awans, a nawal obowiazków sprawil, ze juz zupelnie nie wracalam myslami do rodzinnego domu. Nawet mi to odpowiadalo… Moglam w koncu zyc dla siebie – jak chcialam.
Jakis rok po skonczeniu studiów poznalam Slawka. Pracowal w zaprzyjaznionej, wspólpracujacej z moja firma kancelarii adwokackiej. Zaczelismy sie spotykac. Kino, kawiarnia, wspólne wypady na imprezy… To nie byl mój pierwszy facet, ale zadnego wczesniej nie traktowalam tak powaznie. To juz nie byla studencka, wakacyjna milosc. Wiedzialam, ze to juz nie krótki romans, z rodzaju tych rozpoczynanych po d**giej wspólnej imprezie i pieczetowanych wspólnym wypaleniem trawki. To nie mial byc tylko szybki seks pomiedzy jednym a d**gim egzaminem. To bylo cos innego.
Slawek byl inny niz moi wczesniejsi faceci. Zaden nie mial takiej klasy. Oczytany, uprzejmy, elegancki – a jednoczesnie z tym blyskiem w oku, który my wszystkie tak lubimy. Sa tacy mezczyzni… maja ten dziwny ogien w oczach, do którego wszystkie lecimy jak cmy i w którym tak latwo ploniemy… Nie jestem specjalnie pruderyjna, a ze Slawek byl zdecydowanie w moim typie, wiec dlugo nie trwalo, zanim nasze spotkania nie uzyskaly lózkowego wymiaru. I bylo nam z tym dobrze.
Seks to fantastyczna sprawa, choc nigdy nie ocenialam zwiazków wylacznie przez jego prymat. Owszem, fajnie jest jesli temperamenty sie dogaduja, ale zeby od razu uzalezniac od tego bycie ze soba? W kazdym razie, jesli chodzi o te sprawy, to Slawek byl naprawde swietny. Potrafil rozbudzac we mnie uczucia i pragnienia o które wczesniej bym sie podejrzewala. Nie, to nie znaczy wcale, ze na studiach bylam jakas zahamowana szara myszka. Ale otwartosc Slawka w sprawach seksu rzeczywiscie mi imponowala. Kochalismy sie czesto i na najprzerózniejsze sposoby. Na sama mysl, ze sie spotkamy po pracy i ze poczuje jego meskie, silne dlonie na swoim ciele od razu tracilam skupienie. Patrzylam sie tepo w monitor i w myslach przywolywalam jego zapach, jego smak, emocje, które czulam, gdy oddawalam mu sie, gdzie tylko zapragnal. Potrafilam przywolac na zawolanie aksamitna miekkosc jego gladkich, jedrnych ust. Ulotny slad whisky, która czasem pijal. Slodki, przesycony nuta gorzkawego posmaku. W takich sytuacjach wskazówki zegarka wydawaly sie przesuwac nieskonczenie wolno, a kazda sekunda byla istna tortura.
Bedac ze Slawkiem, poznawalam seks na nowo, jakby wszystkie dotychczasowe przezycia byly tylko namiastka, wstepem do prawdziwego zrozumienia. Uwielbialam sprawiac mu przyjemnosc, obserwowac jego radosc i glebie spelnienia. Czuc, jak w mojej dloni jego cieply narzad szybko rosnie i wzbiera pozadaniem… jak prezy sie dumny i potezny pod moimi szybkimi ruchami… patrzec na jego twarz w chwili, gdy zaciskajac rece na koldrze, konczy w moich ustach. Swiadomosc, ze to mój dotyk, moje cialo dzialaja na niego w ten sposób byla jak najcudowniejszy narkotyk… Bywaly momenty, ze wieksza satysfakcje czulam z dawania mu rozkoszy, niz z wlasnego orgazmu.
Slawek potrafil rewanzowac sie tym samym. To on nauczyl mnie, co to znaczy mistrzostwo francuskiej pieszczoty. Jego jezyk trafial zawsze tam, gdzie powinien. Wystarczylo, ze przeciagnal po mojej szpareczce raz i d**gi, a juz bylam gotowa. On jednak potrafil przedluzac zabawe w nieskonczonosc, az moje wnetrze plywalo cale w sokach, blagajac o wypelnienie. Czulam jak moje uda same rozchylaja sie ukazujac bezbronna, teskniaca brzoskwinke, kuszac jej nabrzmialym, blyszczacym wnetrzem. Myslalam tylko o tym, zeby otulil moja lechtaczke cudownym cieplem swoich ust. Nie panowalam wtedy nad wlasnym cialem… bezwiednie chwytalam glowe Slawka, zanurzajac palce w jego dlugich wlosach, przyciagajac ku sobie, przyciskajac do swego rozpalonego pozadaniem, drzacego ciala. Bylam cala jego. Sycil sie mna, moim smakiem, moim oddaniem, moja lubieznoscia. Wnikal jezykiem pomiedzy rozchylajace sie platki, draznil je krótkimi, szybkimi pociagnieciami… Potem przewracal mnie na brzuch. Uwielbialam ten moment. Unosilam sie na kolana, nisko trzymajac glowe, a Slawek powracal do pieszczot. Mysl, ze widzi mnie w tej pozycji, pokorna, rozgrzana… rozkosznie i zachecajaco krecaca tyleczkiem… ukazujaca rozchylona pozadaniem szparke podniecala mnie do szalenstwa.
W tej pozycji doznania byly inne – bo inaczej ukladala sie moja muszelka. Jezyk piescil teraz d**gie, tylne zwienczenie szparki. Czasem w jakis przedziwny sposób naciskal to tajemne miejsce, w którym cipka sie konczyla… Umiejetny, mokry dotyk tego niewielkiego punktu pomiedzy jedna dziurka a d**ga przyprawial mnie o szalenstwo. Nie bylabym w stanie wówczas powiedziec, czy bardziej pragne, aby wslizgnal sie pomiedzy moje uda i doprowadzil mnie do konca swoim wspanialym jezykiem, czy zeby wszedl we mnie od tylu, w kilku ruchach doprowadzajac nas do wspólnej ekstazy.
To byly szalone dni – zwierzalismy sie sobie z najskrytszych, najdziwniejszych pragnien. Odkrylam w sobie nowe, mroczne checi. Czulam sie wspaniale jako zdominowana niewolnica, jako seksualna zabawka, nie panujaca nad swoim cialem… choc czesto zdarzalo sie tez, ze bawilismy sie w d**ga strone. Skoro obojgu to nam pasowalo, to dlaczego nie wymieniac ról? Moze to nie bylo modelowe BDSM, zreszta nie obchodzily nas etykietki. Po prostu oboje zapuszczalismy sie w krainy swoich marzen, penetrujac niezbadane regiony swoich fantazji. Cudownie bylo miec kolo siebie czlowieka, z którym mozna dzielic takie tajemnice, ufac mu i wzajemnie dzielic sie wlasnymi przezyciami.
Bylo nam tak dobrze, ze postanowilismy zamieszkac razem. Slawek mial tylko wynajeta niewielka kawalerke, wiec bylo oczywiste, ze zamieszkamy u mnie. Boze, jakie to bylo cudowne. Budzilam sie rano, w objeciach ukochanego mezczyzny, wtulona w jego zapach, w poscieli, z której jeszcze saczyl sie ulotny aromat naszych namietnosci. Nie ma chyba dziewczyny, która nie marzy o takich chwilach… Zaczynalam sie lapac na mysli, ze moze to jest to, ze moze warto zwiazac sie ze Slawkiem na dlugo. Na bardzo dlugo.
Zanim zdazylam na dobre przemyslec taka ewentualnosc, Slawek oswiadczyl mi, ze jego firma rozpoczyna obsluge nowego, duzego klienta i w zwiazku z tym bedzie musial czesciej wyjezdzac. Nie bylo to nic nadzwyczajnego – zdarzalo sie zreszta wczesniej. Tym razem jednak mialo to byc na tyle czeste, ze Slawek – troche zaklopotany – postanowil sprawic mi prezent. Dziesieciotygodniowego, przeslicznego, zlotego labradora. Zebym nie czula sie samotna. No rzucil mnie tym na kolana dokumentnie. Rozczulil… Dalam sie udobruchac. Zawsze kochalam psy (wychowywalam sie z nimi od zawsze, pamietam, ze rodzice przez cale moje dziecinstwo mieli przynajmniej jednego), wiec trudno bylo o lepsza niespodzianke. Ares zostal przyjety jako czlonek rodziny, a moje uczucia do Slawka byly jeszcze goretsze.
Mijaly dni. Slawek wyjezdzal i wracal. Zdarzalo sie, ze nie bylo go nawet tydzien. Gdy przyjezdzal, byl totalnie zmeczony i zaczelam sie o niego bac. Co gorsza, zdarzaly sie nam spiecia, czego wczesniej w naszym zwiazku nie bylo. Co prawda godzilismy sie potem (i to w sposób, który powalal rozladowac nie tylko jeden rodzaj napiecia), ale jednak gdzies na dnie naszego zwiazku pojawil sie osad.
Grom spadl na mnie zupelnie niespodziewanie. Wszystko to stalo sie przypadkiem i bylo jakby wyciete z kiepskiej telenoweli. Slawka nie bylo od kilku dni. Bylam wkurzona i markotna, jak kazda kobieta w takiej sytuacji. Jakby tego bylo malo, zblizal sie okres (wiadomo, jak to dziala), a mój szef uwzial sie, zeby dac mi w kosc. Kulminacja tego bylo wyslanie mnie do innego miasta z misja uzgodnienia szczególów umowy z naszym inwestorem. Zupelnie, jakby nikt inny nie mógl zrobic. Na nic zdaly sie przekonywania, ze mozna zalatwic to telefonicznie, ze nie mam z kim zostawic psa, ze sie fatalnie czuje… „Szybciej pojedziesz – szybciej wrócisz”. Chcialo mi sie ryczec z bezsilnej zlosci. W dodatku Slawek mial wrócic tego samego dnia wieczorem, a bylam juz potwornie steskniona… Ale co bylo robic? Wsiadlam w pociag i pojechalam.
Gdyby ktos mi to opowiadal, nie uwierzylabym. Gdybym widziala to w kinie, uznalabym to za prymitywny pomysl slabego scenarzysty. Ale ja to przezylam. Na wlasnej skórze. Do dzis, gdy siegam pamiecia do tamtych dni, zbiera mi sie na placz. Wiec powiem krótko: przez czysty przypadek spotkalam Slawka na dworcu. Wpadlam na peron w ostatniej chwili i w pierwszej chwili uznalam, ze chyba sie pomylilam. Przeciez Slawek mial byc gdzie indziej. Na delegacji. W zupelnie innym miescie. W dodatku nie byl sam. Byl z kobieta, z dziewczyna nieledwie. Z jakas glupia, mloda siksa w wyraznie widocznej ciazy. A jego zachowanie nie pozostawialo zludzen co do jego relacji. W kazdym razie nie do momentu, gdy zaczal sie z nia calowac. Teraz nie moglam sie mylic. Znalam te pocalunki… ilez razy sama poddawalam sie ich pieszczocie! A potem Slawek przytulil ostroznie dziewczyne i wszedl do wagonu.
Stanelam jak wryta i wlasciwie nie widzialam co mam robic. Caly swiat walil mi sie na glowe. Ze stuporu wyrwal mnie dopiero rozlegajacy sie z megafonów glos oznajmiajacy odjazd pociagu. Na szczescie konduktor stal akurat kolo mnie i zdazylam wpasc do wagonu, zanim ruszyl. Znalazlam swoje miejsce, usiadla i goraczkowo usilowalam znalezc jakies racjonalne wytlumaczenie. Moze to nie on? Bzdura, nie moglam sie pomylic, stalam o kilka kroków od niego. W dodatku mial na sobie ubranie Slawka! Kim byla dziewczyna w ciazy? Jego siostra? Przeciez nie mial rodzenstwa, a po za tym nie caluje sie tak wlasnej krewnej! I jeszcze ta opiekuncza czulosc, z jaka Slawek polozyl dlon na wydetym brzuchu! Cholera, o co w tym wszystkim chodzi!? Rozpaczliwie szukalam jakiegos wyjasnienia, z calej sily próbujac nie dopuscic do siebie najbardziej elementarnej prawdy. Bylam gotowa uwierzyc w jakis przedziwny spisek, w którym od gral role podstawionego agenta, czy kogos w tym stylu. Ale Slawek byl prawnikiem, a nie detektywem.
Przez cala podróz nie zmruzylam oka. Potem wyszlam z wagonu (na szczescie d**ga klasa, która jechalam byla oddzielona od pierwszej wagonem Warsu) i jeszcze raz przyjrzalam sie Slawkowi. Tak, to byl on. Bez najmniejszych watpliwosci. Wrócilam do domu taksówka, goraczkowo myslac, co powinnam byla zrobic. Wyprowadzilam Aresa, nie zwazajac uwagi na jego radosne powitalne skoki i zrobilam zakupy. Machinalnie przygotowalam kolacje… Dzwiek klucza w zamku przywrócil mnie do rzeczywistosci. Slawek. Ucalowal mnie i wreczyl mi bukiet kwiatów. Ze niby sie tak na niego wyczekalam. Chcial mnie przytulic i pocalowac, ale wykrecilam sie poczatkami grypy. Wstawilam kwiaty do wody. I wtedy niby od niechcenia spytalam, jak bylo na delegacji. Myslalam, ze serce wyskoczy mi z piersi. Slawek rozesmial sie i zaczal opowiadac jakies glupoty. I wtedy nie wytrzymalam. Obrócilam sie, spojrzalam mu prosto w oczy i spytalam czemu mnie oklamuje. Zbladl. W tym momencie zrozumialam, ze spelniaja sie moje najgorsze przeczucia. Usilowal cos krecic, wiec powiedzialam, co widzialam dzis na dworcu. I wtedy zamilkl i zwiesil glowe.
Rozmowa byl dluga i bardzo bolesna. Dowiedzialam sie, ze mój facet od pewnego czasu prowadzil podwójne zycie. Mial dziewczyne. Podobno chcial mi o tym powiedziec. Podobno kochal nas obie i nie potrafil wybrac. Podobno… ile ja wtedy uslyszalam zapewnien! Wtedy zrozumialam, ze to nie ta dziewczyna byla „ta d**ga”. To ja nia bylam. Skurwysyn oklamywal mnie od samego poczatku. Te jego delegacje zaczely sie, gdy ona zaszla w ciaze. A ja bylam tylko swietna, przelotna inwestycja. Nie musial placic za wynajem mieszkania, a jeszcze mial dodatkowy seks za darmo… Slawek zaczal mnie przepraszac, mówic, ze moze wszystko jakos sie ulozy… Nie wytrzymalam. Z zimnym, lodowatym spokojem powiedzialam, ze nic sie nie ulozy. Ze ma polozyc na stole klucze i ma sie natychmiast wynosic. Ze jutro zawioze mu jego rzeczy do pracy. Wstal i beznadziejnie oznajmil, ze nie ma gdzie spac. Ze rozumie (!), ze nie mozemy byc razem (!!!), ale ze prosi o te ostatnia noc. Z przyjazni. Powiedzialam, ze moze sobie spac w firmie lub hotelu. Albo pod mostem. Byle nie tu.
Po jego wyjsciu, padlam na lózku i rozbeczalam sie. Szlochalam i wylam, pelna bezsilnego gniewu, potwornie skrzywdzona i przede wszystkim zdradzona. Czulam sie podle, najgorzej jak tylko mozna. To juz nie chodzilo o to, ze mial inna. Ze bzykal sobie jakas laske na boku. Najgorsze bylo to dojmujace uczucie zdrady, potwornego, obrzydliwego oszustwa. Dzielilam z nim kazda, najtajniejsza swoja mysl, pragnienie i marzenie – a on to wszystko zbrukal, zeszmacil i spodlil. Ares, zaniepokojony moim zachowaniem wlazl do pokoju i wskoczyl na lózko. Powinnam go zrzucic (nie pozwalalam mu brykac po wyrku), ale nie mialam na to sily. Wtulilam sie w jego futro i plakalam dalej. Kochane zwierze czulo, ze cos jest bardzo nie w porzadku z jego pania. Cichutko skomlil i lizal mnie po rekach, jakby usilujac dodac mi otuchy. Tak zakonczyl sie mój romans ze Slawkiem.
Czas mijal. Udalo mi sie na szczescie znalezc w sobie sile do zakonczenia calej tej sprawy. Zreszta mój eks szybko zmienil prace i wyprowadzil sie z miasta, pewnie do tej swojej dziewczyny. Nie obchodzilo mnie to juz. Mnie zostaly samotne, gorzkie wieczory i noce. I koniecznosc odbudowy swojego zycia.
Zaczelam powoli. Najpierw skupilam sie na pracy. Potem wyremontowalam mieszkanie, zeby nie przypominalo mi obecnosci Slawka. W koncu raz czy dwa pojawilam sie na firmowym wypadzie na impreze, choc slabo sie bawilam. Nerwowo i wrecz alergicznie reagowalam tez na wszelkie próby podrywu czy flirtu. Mialam dosc facetów. Serdecznie dosc.
Po jakims czasie wrócily mi checi na seks. Wiadomo, natura nie znosi prózni… takze w wiadomym miejscu. Nie chcialam jednak z nikim sie wiazac, a juz na pewno wdawac sie w jednorazowe uklady. Pozostawaly wiec wlasne paluszki i czasami wibrator.
Ten dzien pamietam, jakby to bylo wczoraj. To byl zwykly, przerazliwie dlugo trwajacy sie piatek, jeden z szeregu wielu, blizniaczo podobnych do siebie w ostatnim czasie. Nie mialam ochoty na zadne wyjscia, wiec bólem glowy wykrecilam sie od imprezy w klubie, na która wyciagali mnie znajomi z firmy. Wrócilam do domu z mocnym postanowieniem urzniecia sie i przespania polowy soboty. Wychodzac na wieczorny spacer z Aresem, wstapilam do sklepu, aby kupic cos dobrego do picia. Najlepiej mocnego i slodkiego. Nabylam dwie butelki.
Pierwszy kieliszek wychylilam jeszcze przed prysznicem. Duszkiem. Potem nalalam sobie repete. Czulam, jak mocny, slodki plyn rozchodzi sie po moim ciele. Zrzucilam ciuchy i wpakowalam sie do kabiny. Uwielbiam stac pod strumieniem goracej wody. Otacza mnie wtedy uspokajajacy, jednostajny szum. Silne uderzenia wody sa jak kojacy masaz. Para unoszaca sie w powietrzu jak za dotknieciem czarodziejskiej rózdzki otwiera wszystkie pory skóry. Zmeczenie wylewa sie przez nie i razem ze splywajaca woda niknie w odplywie brodzika.
Stalam tak, opierajac sie o sciane i pozwalalam, zeby woda bez konca obmywala moje cialo. Piescila je. Gorace fale wywolaly znajome uczucie w podbrzuszu. Zaczynalo sie tam, gdzie zawsze, nisko. Bylo jak delikatne musniecie, jak pierwszy pocalunek zlozony na karku, gdy jeszcze swit nie przepedzil nocnych marzen. A potem poczulam w srodku slodka ociezalosc, mruczaca, leniwie budzaca sie do zycia jak zaspana kotka. Serce uderzylo szybciej. Zaczelam delikatnie gladzic piersi, samymi koncami palców. Lubie moje cycuszki. Sa w sam raz. Ani za duze, ani za male. Wystarczajaco duze, zeby przyciagac spojrzenia facetów, ale tez nie takie, zeby sprawialy klopoty podczas biegu czy cwiczen. Zgrabne i jedrne, umiejetnie potraktowane potrafia dostarczyc mnóstwa radosci. Lubie masowac je od dolu, delikatnie, stopniowo wzmacniajac nacisk. Faceci zwykle robia to za szybko… Zawsze myslalam sobie, jakby to bylo, gdyby zabrala sie za nie jakas dziewczyna… Tylko kobieta moze zrozumiec, jak sprawiac prawdziwa przyjemnosc d**giej kobiecie… Przedluzalam zabawe ze soba, chcac jak najdluzej prowadzic sie przez cudowny stan pierwszych oznak podniecenia. Wypite wino w polaczeniu z goraca woda wzmacnialo doznania i sprawialo, ze czulam sie dziwnie lekka i ciezka zarazem…
Siegnelam reka nizej, pogladzilam brzuszek i zalotnie przeciagnelam palcem po mokrym i oczekujacym guziczku. Westchnelam cicho, pozwalajac by krople wody rozprysly sie na moich otwartych ustach. Paluszek, jakby prowadzony wlasna wola skradal sie, aby zanurzyc sie w rozkosznym cieple mojej norki, ale z pewnym wysilkiem powstrzymalam sie… Reszta pieszczot potem, zajme sie soba w lózeczku… Skonczylam kapiel i stanelam boso na szorstkim reczniku rzuconym na kafelki. Popatrzylam na swoje odbicie w lustrze. Ostatnie stresy sprawily, ze troche schudlam i z satysfakcja przyznalam, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Ze szklanej tafli patrzyla na mnie calkiem sympatyczna i atrakcyjna dziewczyna. Bunczucznie postawione piersi zachecaly do pieszczot. Przez mysl przemknela mi mysl, jakby to bylo mieszkac z inna dziewczyna… Moze weszlaby teraz do lazienki i przytulila mnie od tylu, obejmujac moje piersi zrecznymi, smuklymi dlonmi…? Uffff – to wino naprawde bylo mocne… Szybko wysuszylam glowe (jak to dobrze, ze nie nosze juz dlugich wlosów!) i zawinelam sie w ukochany, bialy szlafrok frotte. Uwielbiam jego dotyk, miekki, ale mile drazniacy rozgrzana skóre. Czas na kolejnego drinka… i na chlodna, podniecajaca gladkosc poscieli!
Weszlam do pokoju i wypchnelam do korytarza Aresa, mimo jego zdecydowanych sprzeciwów. Nie potrzeba mi bylo jednak towarzystwa… Zapalilam sobie swieczki zapachowe i wrzucilam jakis mily jazzowy kawalek, aby cichutko dotrzymywal mi towarzystwa. Kolejny lyk wina… musialam byc juz niezle wstawiona, ale wcale mi to nie przeszkadzalo. Wrecz przeciwnie, czulam sie pewnie i odwaznie. Uzupelnilam alkohol w kieliszku i zdecydowanym ruchem rozpielam pasek szlafroka. Tak, moge sie dzis troche polajdaczyc! Moge byc striptizerka w luksusowym lokalu, na widok której wszystkim facetom slina leci z ust, a spodnie wypychaja sztywniejace palki. Wszyscy chca mnie miec… Marza o tym, aby skosztowac mojego ciala… Inne dziewczyny patrza na mnie zawistnymi spojrzeniami… Zaczelam sie powoli rozbierac, kuszaco kolyszac biodrami w rytm muzyki, zupelnie jakbym robila to przed kims. Przed kims, kogo chce podniecic. O, tak… niech popatrzy sobie na zgrabne piersi wygladajace nieskromnie zza zaslony. Niech rozgrzeje go widok stojacych sutków. A co by powiedzial na to, jesli lubieznie przeciagne palcami po wygolonej szparce…? Wyobrazalam sobie siebie, stojacej na scenie, otoczonej przez tlum facetów. Podniecalo mnie to. Moze którys nie wytrzyma i skoczy ku mnie, zlapie mnie za reke i mocno pchnie na stolik. A potem przydusi swoim ciezarem, dosiadzie mnie… troche wbrew mnie samej… Brutalnie, mocno. Na oczach innych…
Szlafrok zsunal sie w koncu ze mnie i opadl na podloge. Alez bylam napalona… Oddychalam ciezko, gleboko, wciagajac powietrze do pluc. Ponioslo mnie. Pociagnelam kolejny lyk – tym razem prosto z butelki. Rzucilam sie na lózko i zaczelam sie znowu dotykac. Mocne wino rozgrzalo mnie od srodka. Bezwstydnie rozlozylam nogi. Przymknelam oczy i przywolalam sobie kolejna fantazje, jedna z moich ulubionych.
Jestem w hotelowym pokoju, przede mna stoi oszalamiajacy facet. Ma lekko oliwkowa skóre, doskonale, wysportowane cialo latynoskiego kochanka. Czuje jego zapach, orzechowy, korzenny, namietny. Patrzy mi w oczy i spokojnymi ruchami gladzi swojego czlonka. Ma ciemniejsza barwe, niz reszta ciala mojego Latynosa. Delikatna, aksamitna skóra otaczajaca jego wspanialy narzad ma barwe kawy z niewielka domieszka mleka. Juz ja wiem, jakie mleko gotuje sie w jego wnetrzu… Podziwiam dwie ciezkie, zwisajace kule, kolyszace sie w rytm ruchów dloni. Dostrzegam, ze mój kochanek depiluje wloski na mosznie. Kiedy wejdzie we mnie, nasze ciala beda sie czuly tak wyraznie… Tymczasem jednak do tego jest jeszcze daleko. On lubi patrzec, jak kobieta sama sie piesci, lubi odwlekac moment zespolenia. Wiec siegam palcami do swojej szpareczki, rozchylajac kuszaco jej platki. Otwieram usta i pozwalam, aby koniec jezyka podkreslil ksztalt moich warg. Mój pokaz podoba mu sie… Jestem cala dla niego, chce mu to pokazac. Przygotowuje sie na spotkanie jego wspanialego czlonka.
Nagle w cudowne chwile mojego zapamietania wdarl sie obcy dzwiek. Ares! Musial skoczyc na drzwi i udalo mu sie je otworzyc. Ostatnio nauczyl sie tej sztuczki. „Cholera” – przez zamroczona alkoholem i przezywanym uniesieniem glowe przemknela mi rozpaczliwa mysl – „Tylko nie teraz…”. Nie potrafilam sie oderwac od przezywanej rozkoszy. Moje palce juz prawie zaglebialy sie do srodka, draznily sie z moja cipeczka, niecierpliwie wyczekujacej wypelnienia. Kto by wówczas potrafil przerwac!? Z rozpaczliwa determinacja pomyslalam, ze skoro juz wszedl, to niech sobie popatrzy i oddalam sie pieszczotom.
W tej samej chwili poczulam jak Ares skacze na lózko. Wsciekla, chcialam go zrugac, zrzucic na podloge… ale w tym samym momencie poczulam cos, od czego moje cialo wygielo sie w luk rozkoszy. W pierwszej chwili jeszcze nie zorientowalam sie, co sie stalo, dlaczego przenikaja mnie fale przyjemnosci tak dojmujacej, tak przenikliwej, jakiej jeszcze nigdy chyba nie zaznalam. Moze tylko raz, jak wtedy, gdy pierwszy raz spróbowalam nieporadnymi, poszukujacymi ruchami dotykac swojego niedojrzalego jeszcze guziczka…
W przesycone mocnym winem otepienie igly rozkoszy wbijaly sie jak blyskawice. Bezwiednie, pchana najnizszymi odruchami ciala rozsunelam szeroko uda, zeby tylko umozliwic temu wspanialemu uczuciu, które mnie przeszywalo lepsze dojscie. Cofnelam dlonie i zacisnelam je kurczowo na poscieli. I nagle zrozumialam. Otworzylam oczy i nagle poczulam, ze zamiera we mnie serce. Miedzy moimi ugietymi nogami ujrzalam leb Aresa, który z entuzjazmem wylizywal moja rozwarta cipeczke. To jego mokry jezyk szalal miedzy moimi udami wysylajac mnie na krawedz szalenstwa.
– Ares, nie… – jeknelam – Zostaw…
Swiat zawirowal mi przed oczami. To wszystko rozgrywalo sie w ulamkach sekund – ale wydawalo sie godzinami. A moze bylo na odwrót? Moje cialo wibrowalo ekstaza, której nigdy jeszcze nie czulam. Wypite wino huczalo mi w skroniach, a w srodku czulam jeden, trwajacy wciaz spazm rozkoszy. Wiedzialam, ze powinnam natychmiast zareagowac… ze powinnam to przerwac… ze nie mialam prawa do odczuwania tej przyjemnosci – ale jednoczesnie nie potrafilam tego zrobic. Moje cialo dzialalo za mnie, czulam jak spinam sie w sobie, aby jeszcze bardziej wystawic sie na cudowne doznania. Tak, wiedzialam w tym momencie, ze jest to dziwaczne i odpychajace, ale jednoczesnie bylam zafascynowana tym, co sie ze mna dzieje. Gdzies w mojej duszy rodzilo sie pragnienie, aby to trwalo wiecznie. Nikt nigdy, zaden facet, nie wylizywal mnie tak sprawnie, tak umiejetnie, z taka pasja. Moje soki plynely obficie, ale Ares jakby tylko uznawal to za dodatkowa zachete. Nagle przestalo mnie wszystko obchodzic, jakby cos we mnie peklo.
Moja dlon sama uniosla sie i przesunela w strone brzucha. Siegnelam dalej, palcami rozchylajac moja szparke. Jeknelam, gdy cudowny, wszedobylski, mokry jezor Aresa przeslizgnal sie po moich bezbronnych platkach. Jesli jeszcze przed chwila mialam w sobie resztki oporu, to teraz znikly wszystkie bariery. Nikt nigdy nie dostarczyl mi takiej rozkoszy. Nikt nigdy nie wyzwolil we mnie takich emocji, takich pragnien, takiego zmyslowego odurzenia.
Bylam pijana. Mocno pijana. Ale moze wlasnie dlatego tak szybko stracilam nad soba kontrole. Czulam jezyk Aresa, siegajacy dokladnie tam, gdzie powinien. Gdzies na granicy swiadomosci cos krzyczalo we mnie: „Co ty robisz, pozwalasz psu… wlasnemu psu lizac sie w taki sposób?”. To pytanie huczalo mi w glowie, a jednoczesnie tak bardzo pragnelam, zeby to trwalo dalej. Slowo PIES zawislo mi przed oczami, powtarzalam je gdzies w srodku, czujac, ze sprawia mi szalona, perwersyjna radosc. Swiadomosc tego, jakie bariery przekraczam, swiadomosc tego co robie byla jak narkotyk, jak najlepszy afrodyzjak. Nigdy w zyciu nie bylam tak bardzo podniecona. A Ares nie przestawal. Wylizywal mnie z pasja, z entuzjazmem i szalenstwem. Nie moglam myslec o niczym innym. Chcialam, zeby wylizal mnie do konca, chcialam miec najlepszy w zyciu orgazm, który da mi mój zwierzak.
Nie zastanawiajac sie wiele, obrócilam sie na kolana. Nie wiedzialam czemu, to byl impuls. Zawsze uwielbialam te pozycje… Blyskawicznie siegnelam miedzy uda, polozylam palce na splywajacej sokami cipce. Bylam taka mokra… Mój wlasny dotyk podzialal na mnie jak ostroga na galopujacego konia. Znowu poczulam Aresa… jego mokry jezyk, szalenczo roztanczony, goraczkowo poszukujacy mojego skarbu. Przeciskal sie pomiedzy moimi palcami, usilujac z powrotem dobrac sie do upragnionego celu. Wszystko przestalo sie liczyc… rozsunelam palcami wargi, otworzylam sie calkowicie przed nim. Przed moim psem. Czulam sie tak bezbronna, a jednoczesnie tak bezwstydna… gdy wchodzil do srodka, gdy siegal we mnie tak gleboko! Jego ruchy zaczynaly sie nisko, na samej lechtaczce, by potem blyskawicznie znalezc sie dalej, uwolnic mój kochany guziczek od mokrej, goracej pieszczoty i przesunac sie do otwierajacego sie, cieplego, przytulnego srodka. Odlatywalam. Po prostu odlatywalam. Wbilam twarz w poduszke, zeby nie krzyczec z rozkoszy.
I nagle – wszystko stanelo na glowie. Natura podpowiedziala Aresowi uznal, ze jestem juz gotowa. Nie przewidzialam, nie mialam pojecia, na co sie szykuje… W jednej chwili przestalam odczuwac jego jezyk, ale zanim zdazylam poczuc strate, on byl juz na mnie. Zwalil sie na mnie calym swoim ciezarem, przygniótl do poscieli. Twarde pazury przejechaly mi po zebrach wywolujac nagly, ostry ból. I wtedy poczulam TO. Twardy, goracy, wilgotny ksztalt na udzie. Goraczkowo szukajacy celu. Zanim zdazylam pomyslec, byl we mnie!
Juz pierwsze pchniecie weszlo gladko, choc jednoczesnie tak gleboko! Ruchy Aresa byly gwaltowne, jakby rozumial, ze musi mnie wypieprzyc zanim znajde w sobie sile, aby uciec spod niego. W jednej chwili w moim skolowanym umysle wybuchly i zderzyly sie nagle emocje, jak pedzace ku sobie fale wzburzonego morza. Uzmyslowilam sobie, co sie dzieje i cos we mnie wrzasnelo NIE!, ale z ta sama sila kazda komórka mojego ciala krzyczala: TAK!!! Wszystko rozgrywalo sie w ulamkach sekund. Nie potrafilam tego ogarnac! Podnioslam sie na lokcie. Chcialam go zrzucic. Naprawde! Chyba krzyczalam, ale Ares nie zwracal na to uwagi. Jego penis poruszal sie we mnie jak mechaniczny tlok. Nigdy w zyciu czegos takiego nie czulam. To byla sama pierwotna dzikosc, czysta zadza. Byl taki twardy, taki wielki, a jednoczesnie taki miekki. Moje wnetrze, przygotowane przez pieszczoty i wczesniejszy wstep rozpaczliwie tego pragnelo. Ruchy, który we mnie wykonywal, doprowadzaly mnie do szalenstwa. I te jego potezne lapy, sciskajace mnie w pasie, przytrzymujace wladczo, wciagajace pod niego. Pilnujace, abym nie próbowala sie wywinac. Bylam brana, po prostu brana. Dokladnie w taki sposób, w jaki podswiadomie tego pragnelam. Bylam jego suka, która Natura kazala mu pokryc.
I wtedy przegralam walke ze soba. Jakiekolwiek hamulce, jakie jeszcze we mnie byly, pekly. Nie dbalam o to, co bedzie pózniej. Nie myslalam o tym, co sie ze mna dzieje, w czym uczestnicze. Znowu opadlam na lózko, wtulilam sie w poduszke, poddalam sie calkowicie. Wiecej. Nie panujac nad soba, instynktownie wypchnelam tylek ku górze, na spotkanie tych goraczkowych, przeszywajacych mnie pchniec. Ares rznal mnie jak szalony. Wydawalo mi sie to niemozliwe, ale jeszcze mógl zwiekszyc tempo, ale zrobil to! Czulam go w sobie, gleboko, tak gleboko jak nigdy zadnego faceta. Koncówka jego penisa piescila moje najskrytsze zakamarki, siegajac ujscia macicy. Nie uderzala jednak bolesnie, ale ocierala sie o nia tak, ze za kazdym razem myslalam, ze orgazm wlasnie nadszedl. Zacisnelam kurczowo palce na poscieli i bezustannie powtarzalam w myslach „pieprz mnie, pieprz mnie, pieprz mnie”. Nie wiem ile czasu to trwalo, ale to byla ekstaza. Zatopilam sie w niej cala. W koncu przyszedl obezwladniajacy orgazm. Potezny skurcz przeszyl moje cialo. Znowu chyba krzyczalam. Nie moglam zlapac tchu. Chcialam, zeby juz przestal, ale Ares robil swoje. Nie potrafilam sie temu przeciwstawic. I wtedy przyszla d**ga fala. Zacisnelam sie na jego szalejacym penisie, blagajac w myslach, aby przestal.
I nagle Ares nagle zwolnil. Wepchnal sie do srodka, wypelnil mnie cala. Ciezko dyszalam, usilujac zlapac oddech i uspokoic szalone bicie serca. W moim ciele rozchodzily sie fale rozkoszy. W srodku czulam jego wielkiego, pulsujacego, goracego kutasa. Nie malal, nadal wypelnial mnie i sprawial, ze moglam jednoczesnie czuc ostatnie skurcze orgazmu i to cudowne uczucie wypelnienia. Krecilo mi sie w glowie, nie moglam zebrac mysli. I wtedy TO poczulam.
Cos roslo we mnie, u wejscia do mojej obolalej cipki. Wszystko rozgrywalo sie za szybko. Na poczatku nie zwrócilam na to uwagi, ale w kilka sekund dziwne uczucie wzmoglo sie. To bylo tak, jakby ktos wlozyl mi niewielki balonik i zaczal w niego szybko dmuchac. Cos bylo nie w porzadku. Choc rece mi drzaly i odmawialy posluszenstwa, dzwignelam sie i zrobilam wysilek, aby zrzucic z siebie psa. Ares nie dal sie. I wtedy przestraszylam sie. Przez opary wypitego alkoholu nagle dotarlo do mnie, co zrobilam! Serce chyba mi sie zatrzymalo, a potem zaczelo tluc sie jak oszalale. Szarpnelam sie, rozpaczliwie próbujac sie uwolnic. Chcialam tylko wypchnac go z siebie, a potem wyczolgac sie spod niego, ale nie udalo mi sie. Gdy tylko sie ruszylam, poczulam ból. Cos tkwilo we mnie, jak korek w szyjce butelki. Zebralam sily i spróbowalam znowu, ale Ares warknal groznie. Pierwszy raz w zyciu warknal na mnie. Zamarlam z przerazenia. Nie dlatego, ze balam sie, ze mnie ugryzie… nie po tym co przez chwila przeszlismy. Balam sie, ze cos jest nie tak jak powinno. Ze zostane tu tak, sczepiona z wlasnym labradorem. Przeciez nie moglam zadzwonic po pogotowie…
Ares, mój madry Ares zachowywal sie jednak spokojnie, jakby dajac mi znac, ze wszystko jest tak, jak byc powinno. Mimo to sekundy rozciagaly sie w nieskonczonosc. Przezywalam takie leki, ze dziwie sie, ze nie osiwialam. Przed zrobieniem jakiegos glupstwa uratowalo mnie chyba tylko totalne zmeczenie i alkohol, który nadal krazyl we mnie i nie zwalnial moje mysli. W koncu, po nieskonczenie dlugim czasie, poczulam, ze to cos blokujace moja biedna cipeczke, zmniejsza sie. Ares tez poruszyl sie, jakby mówiac mi: „Widzisz, glupiutka? Wszystko jest w porzadku. Zawsze bylo”. Uczucie ulgi bylo niesamowite. Po krótkiej chwili uslyszalam glosne „plop!” i goracy psi penis opuscil moje wnetrze. Ares zsunal sie ze mnie. Czulam, jak po wewnetrznej stronie ud splywaja moje soki pomieszane z jego sperma. Byla dziwna – mniej gesta od ludzkiej, ale duzo bardziej obfita. Siegnelam palcami do obolalej cipeczki – balam sie, ze Ares, choc niechcacy, zrobil mi jakas krzywde. Balam sie, ze po takiej jezdzie na dloni zostana mi slady krwi. Ale kiedy podnioslam reke do oczu, przekonalam sie, ze moje obawy byly plonne. Glebokie westchnienie ulgi wyrwalo sie z mojej piersi.
Ares krecil sie, niespokojny, po lózku i znowu pchal nos miedzy moje nogi. Przestraszylam sie, ze znowu chce sie do mnie dobrac, ale on tylko wysunal jezyk i zaczal delikatnie zlizywac resztki mojego sluzu z ud. To bylo tak nieoczekiwane, tak slodkie i tak opiekuncze… czulam sie, jakby chcial mi podziekowac za to, ze mu pozwolilam.
– Ares… – mruknelam – co mysmy zrobili?
Powinnam wstac i umyc sie… powinnam to wszystko przemyslec… moze wziac smycz i uderzyc go, zeby nigdy wiecej nie wazyl sie na mnie skoczyc… Nie mialam na to sily. Bylam tak zmeczona… Zamknelam oczy… Ostatnia rzecza, jaka pamietalam, bylo to, ze Ares polozyl sie obok mnie, jakby chcial czuwac nade mna podczas mojego snu.
Ranek przychodzil opornie. Obudzilam sie, ale nie otwieralam oczu. Lezalam bez ruchu, starajac sie przypomniec sobie szczególy wczorajszego wieczoru. Czy to wszystko zdarzylo sie rzeczywiscie? Moze to tylko byl dziwaczny, koszmarny sen. Balam sie zderzyc z rzeczywistoscia, choc wiedzialam, ze musze. Najchetniej jednak zasnelabym znowu, zeby nie musiec zastanawiac sie nad konsekwencjami moich czynów. Drzalam na calym ciele. Balam sie. W koncu uznalam, ze lezeniem i udawaniem, ze nic sie nie stalo, nic nie osiagne.
Otworzylam oczy i zmruzylam je usilujac przyzwyczaic je do jasnosci. Wszystko mnie bolalo. Wiec to wszystko zdarzylo sie naprawde? Usiadlam na lózku i jeknelam. Po obu stronach ciala, tam gdzie dosiegly mnie pazury Aresa mialam czerwone pregi. Posciel byla skotlowana i miejscami podarta. Podkulilam nogi pod siebie i objelam je rekami. To byla prawda. Pieprzylam sie z psem. Z wlasnym psem. Co najbardziej mnie przerazalo, to fakt, ze bylo mi dobrze. Pamietalam, jakie doznania wzbudzil we mnie dotyk jego jezyka. I to niesamowite uczucie wypelnienia, gdy posiadl mnie jak suke.
W tym momencie Ares wsunal sie do pokoju. Musial obudzic sie wczesniej i polazl do kuchni, gdzie stala jego miska. Teraz podszedl do mnie, machajac ogonem i usmiechajac sie po psiemu. Jak on cieszyl sie na mój widok… Ale, lajdak, trzymal glowe nisko, jakby nie byl pewien, jak zareaguje. On tez chyba nie do konca potrafil odnalezc sie w tej sytuacji… Machinalnie wyciagnelam reke i poglaskalam go. Szczeknal cicho i polizal mnie po dloni.
Nagle opadlo mnie przerazenie – przeciez on mnie mógl czyms zarazic! Cholera wie czym, nie wscieklizna przeciez, ale jakimis bakteriami! Wciaz chowalam w sobie jego sperme! Momentalnie zerwalam sie z lózka i popedzilam pod prysznic. Mylam sie dlugo i dokladnie, starajac wyplukac z siebie wszystkie pozostalosci. Spedzilam chyba pól godziny pod goracym prysznicem, starajac sie uspokoic i nie myslec o niczym.
Kiedy w koncu wyszlam z lazienki, myslalam juz racjonalnie. W kazdym razie mniej wiecej racjonalnie. Po pierwsze, siadlam do komputera, zeby sprawdzic w dostepnych zródlach, na co jestem narazona. Dzis mysle o tym ze smiechem, ale pierwsza rzecza, która sprawdzilam bylo to, czy moge zajsc w ciaze… W sumie niby wiedzialam, ze jest to niemozliwe, ale w takiej sytuacji chyba zadna kobieta nie potrafilaby tego nie sprawdzic. Potem przyszlo szukanie informacji o chorobach odzwierzecych. Cholera, czy ktos z was próbowal znalezc informacje o… odzwierzecych chorobach wenerycznych!? Na szczescie znalazlam jakies strony po angielsku… Przy okazji dowiedzialam sie tez, czym jest ta dziwna bulwa u nasady penisa Aresa, która przyprawila mnie o takie przerazenie. To po prostu sposób na to, zeby cenna sperma nie wyciekala zbyt szybko ze srodka suczki. Po kilkunastu minutach sama zmniejsza sie i nastepuje rozlaczenie.
Stopniowo uspokajalam sie. Wygladalo na to, ze moge byc spokojna. Wiekszosc chorób nie ma szans, zeby przenosic sie miedzy gatunkami. Poza tym natura obdarzyla psy doskonala ochrona przed infekcjami. Okazuje sie, ze wbrew pozorom, psi penis jest wyjatkowo czysty… w odróznieniu od niektórych meskich. Dzis mysle o tym z rozbawieniem, ale wtedy bynajmniej nie bylo mi do smiechu. A Ares…? Ares siedzial przy mnie caly czas, jakby dodajac mi sil i pewnosci siebie.
Wstalam i zrobilam sobie drinka, drazaca i skolowana. Do dzis pamietam emocje, jakie wtedy mna szargaly. Balam sie spojrzec w lustro. Nie potrafilam spojrzec na siebie i spytac, jak to wszystko stalo sie mozliwe. Balam sie swojego wzroku. Co by powiedzieli ludzie, gdyby wiedzieli…?
I nagle zrozumialam, ze wcale sie to dla mnie nie liczy. Bylam u siebie, we wlasnym domu. Przezylam cudowne chwile i dwa orgazmy o sile, jakiej w zyciu nie doznalam. Nikt inny nie mial do nich prawa. Nikt. Tylko ja. To moje zycie i moje cialo. Nikogo nie skrzywdzilam – wiec dlaczego mialabym sobie robic wyrzuty? To, czego sie dopuscilam bylo obrzydliwe? Obrzydliwy to jest ojciec, pieprzacy swoja córke. Nieletnia panienka, która w dyskotekowej toalecie robi loda i oddaje sie za marnego drinka. Dresiarz, bijacy swoja blachare. Facet, zdradzajacy zone na lewo i prawo. TO jest obrzydliwe!
Przestalam sie bac. A scislej – balam sie juz tylko o zdrowie. Internet to niezbyt pewne zródlo wiedzy, wiec po jakims czasie zadzwonilam do przyjaciólki-ginekolozki. Zaprosilam ja niby-to na babskie ploty, goraczkowo usilujac wymyslic jakis sposób niewinnego spytania gnebiaca mnie, dziwaczna sprawe. Do dzis nie wiem, jak mi sie to udalo i mam nadzieje, ze nie wpadla na to, po co mi jest potrzebna taka wiedza. Na szczescie dyskutowalysmy o tym, gdy byla juz bardzo pijana.
Od tych dni minelo juz wiele miesiecy. Moje zycie zmienilo sie. Stalam sie inna osoba. Pewnie w oczach wielu z was bede uchodzic za zboczona. Nie obwiniam was o to. Kilka lat temu sama bym tak o sobie pomyslala. Seks z psem? Obrzydliwe! Chore! Potworne!
Dzis zaakceptowalam to, kim jestem. Tak, uprawiam seks z wlasnym psem. Tak, czerpie z tego przyjemnosc. Wielka przyjemnosc! Wiem… jestem suka. Prawdziwa suka. I co z tego? Uwielbiam, gdy przyciska mnie do ziemi i bierze mnie od tylu, w zapamietaniu sciskajac przednimi lapami mój wypiety tyleczek. Tak, jest mi z tym dobrze. Musze zaciskac usta, zeby nie krzyczec podczas zajebistych orgazmów. I lubie ten moment, gdy sczepieni po gwaltownym seksie, ciezko dyszac, odpoczywamy, a jego goracy penis wypelnia szczelnie moje wnetrze. Dzis, po kilku miesiacach od naszego pierwszego razu, podnieca mnie sama mysl, ze moja cipke wieczorem wypelniac bedzie sperma psa.
Zabawne… czasem mysle, ze Ares daje mi wiecej, niz wiekszosc facetów, z którymi kiedykolwiek sie spotykalam. Jest szczery – nigdy jego emocje nie sa udawane. Nigdy nie sklamie, ani mnie nie oszuka. Jest opiekunczy – wiem, ze zawsze stanie w mojej obronie. Nigdy nie zrobi mi krzywdy. Jest silny i wladczy. Doskonale wyczuwa mój nastrój. Jest blisko mnie, gdy jest mi zle. Czy mozna chciec czegos wiecej?
A seks? Jest wtedy, gdy ja tego potrzebuje (i zawsze jest fantastyczny, pelen zycia i pasji), czy moze raczej – gdy oboje tego potrzebujemy. Nikt mnie do seksu nie zmusza, ani nie namawia, gdy nie mam na niego ochoty. Nie musze udawac, ze boli mnie glowa, bo akurat on ma takie potrzeby, a ja jestem zbolala, skonana. Nie musze sie tlumaczyc, ze po prostu nie mam checi. No i po naszych igraszkach nie zdarza mu sie wychodzic na balkon i palic papierosa…
Nie oceniajcie mnie latwo. Chce tylko powiedziec, ze jestem dorosla osoba, zyje i dzialam na wlasny rachunek – starajac sie nikogo nie krzywdzic. Wybralam swoja droge – choc nie wiem, co przyniesie przyszlosc. Kto wie, moze za pare lat poznam kogos i stane sie typowa polska matka, z zapracowanym mezem i dwójka rozwrzeszczanych dzieci. Moze tak, moze nie… Na razie jest mi dobrze z tym, jak jest i nie chce tego zmieniac. Zyje normalnie, w zgodzie z soba i to mi wystarcza. Jestem jedna z osób, które codziennie mijacie w sklepach, urzedach, czy na urlopie. Prosze, nie osadzaj mnie, jesli mnie nie rozumiesz.
Dziekuje za przeczytanie mojej historii. Ciesze sie, ze moglam powiedziec o tym swiatu. Mam nadzieje, ze ktos mnie zrozumie. Juz samo to bedzie dla mnie wazne.
Imiona bohaterów z oczywistych wzgledów zostaly zmienione.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir

antep escort izmir escort tuzla escort şişli escort